posted by Anonse towarzyskie on Feb 13

Powiedzonka.

Są takie powiedzonka – „Podwójnie lepiej trzyma” , „Do trzech razy sztuka” i „Kto rano wstaje, …”. Mają one zastosowanie w różnych sytuacjach. Tym razem znalazły w moim zdarzeniu.

Mam siedzący tryb pracy. Inne zajęcia, to też „nasiadówki”. Dlatego systematycznie chodzę

w tygodniu na ćwiczenia rekreacyjne. Natomiast w sobotę, jeśli są ku temu warunki, wybieram się na przejażdżkę rowerową. Dzisiejszej soboty obudziłam się, jak zwykle, po szóstej, spojrzałam za okno, a tam za oknem prawie zima, 3 stopnie powyżej zera. Stwierdziłam, że w taką zimę to ja chyba nie bardzo mam chęć na rower, tym bardziej, że miałam jeszcze w głowie trochę „zmęczenie” po wczorajszej zabawie z Hanką, więc ponownie położyłam się do łóżka i o dziwo usnęłam. Obudziłam się była dziewiąta. Pogoda za oknem nie poprawiła się postanowiłam pójść na basen.

Było kilka minut po dziesiątej, kiedy weszłam do ośrodka, przywitała mnie znana mi kasjerka Bożena oraz nasza sympatyczna Pani Wiesława, sprzątaczka pilnująca porządku na tej mokrej części urządzeń. Zapytałam, czy duży tłok i kto jest na basenie. Usłyszałam, że tłoku

w ogóle nie ma, na basenie jest Krzysztof i Włodek, a w basenie cztery osoby.

Krzysztofa już znałam, był studentem AWF-u, prowadził zajęcia na siłowni lub miął dyżury jako ratownik. Tego drugiego nie znałam. Przebrałam się w kostium i weszłam na basen. Krzysztof zobaczył mnie i śmiejąc się głośno podszedł przywitać się. Dając mu sympatycznego buziaka stwierdziłam – tego „masażu” z maja to Ci nie zapomnę. A on na to – nie musisz zapominać, ale możemy dla utrwalenia go powtórzyć.

Uśmiechnęłam się tylko i podeszłam do basenu a w nim na środkowym torze ktoś „młócił” wodę delfinem. Stałam w narożniku basenu przy drabince, chwilę mu się przyglądając. On dopłynął do brzegu, przy którym stałam, wynurzył głowę i jak to się mówi, zawiesił przez dłuższą chwilę na mnie oko, po czym wziął nawrót i zaczął szybko płynąć kraulem. Widać było, że umie to robić.

Ja spokojnie weszłam do wody i zaczęłam „katować” tę swoją żabę. Przepłynęłam pierwszą długość basenu, wzięłam nawrót i dalej. Tak przepłynęłam spokojnie chyba ze sześć długości,

w tym czasie sąsiad na środkowym torze wyminął mnie chyba ze trzy razy i oboje spotkaliśmy się przy płytszej krawędzi basenu. Przez chwilę mnie obserwował, ale odbił się i popłynął. Ja też po chwili zaczęłam płynąć swoim tempem.

Kiedy ponownie dopłynęłam do brzegu stał na nim Krzysztof, mówiąc mi, że w ich pokoiku czeka na mnie filiżanka dobrej kawy. Uśmiechnęłam się tylko, bo wiedziałam, o co mu chodzi

i stwierdziłam, niech chwile ostygnie. Przepłynęłam ponownie dwie długości basenu, pomyślałam sobie, przecież już ponad dwa tygodnie „poszczę”, więc czemu nie skorzystać z okazji i widząc,

że stoi na jego brzegu podpłynęłam do narożnika, wychodząc wzięłam ręcznik i zaczęłam iść

w kierunku jego pokoju. Kątem oka spojrzałam, że „pływak” też dopłynął i mocno mi się przygląda.

Kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi pokoju służbowego ratowników Krzysztof objął mnie ramieniem, pochylił i mocno przywarł do moich ust. Biorąc krótkie oddechy pomiędzy poszczególnymi pocałunkami zsunął ze mnie kostium, po czym rozciągnął na podłodze mój duży, kąpielowy ręcznik, sugerując, abym zajęła pozycję od tyłu. Lubię ją, więc nie było problemu, po chwili wypięłam pupę, mocno rozsunęłam nogi, a on tylko na to czekał.

Wszedł we mnie bez problemów, poczułam go w sobie bardzo mocno, wykonał kilka ruchów, a ja już płynęłam, jeszcze kilka, a ja już jęczę w dużym podnieceniu. Aż przyszedł moment spełnienia i poczułam, jak mnie wypełnia. Po chwili uniosłam się i spytałam, gdzie ta kawa. Rzeczywiście, stała na biurku, wypiłam zawartość całej filiżanki jednym duszkiem, włożyłam kostium i wyszłam na basen.

Zaczęłam spokojnie pływać, o dziwo, „znajomy pływak” też jeszcze pływał, płynęliśmy w jednym kierunku, popatrzył na mnie, ja na niego, uśmiechnęłam się, on też i popłynął dalej. Po przepłynięciu następnych sześciu długości basenu ponownie zobaczyłam Krzysztofa na brzegu. Kiedy podpłynęłam, poinformował mnie, że jego kolega Włodek również miałby chęć wypić ze mną kawę. Uśmiechnęłam się, odbiłam od brzegu i zaczęłam płynąć.

No i tutaj ma zastosowanie pierwsze moje powiedzonko. Pomyślałam sobie, że „podwójnie lepiej trzyma”, więc po nawrocie podpłynęłam do narożnika basenu i biorąc z ławki ręcznik zaczęłam iść w kierunku pokoju ratowników. Włodek był zdecydowanie niższy, niż Krzysztof, objął mnie w pół i zaczął mocno całować. Po chwili poluzowując swój żelazny uścisk zaczął zsuwać ze mnie ramiączka od kostiumu. Kiedy zaczął opadać, dłużej nie czekałam, pomagając sobie ręką odłożyłam go na bok i rozłożyłam na podłodze ręcznik, zajmując na nim pozycję od tyłu.

Włodek błyskawicznie zsunął szorty i ujrzałam stojącą na baczność jego pałkę. Ponieważ ujął ja w dłoń nie miałam możliwości oceny jej wielkości. Przekonałam się za chwilę, że nie jest to standardowe prącie. Pomimo, że byłam już trochę podniecona, poczułam, jak mocno we mnie się wdziera, jak mnie wypełnia. Chwycił mocno za biodra i wbił się do końca. Ja już jęknęłam, czując go mocno w sobie. Widać było, że jest doświadczonym „graczem” bo wysuwał się wolno, po czym mocno wbijał się we nie.

Takie systematyczne wolne wysuwanie i szybkie wbijanie doprowadziło mnie do dużego poziomu podniecenia. Każde jego pchnięcie kwitowałam coraz głośniejszym pojękiwaniem,

a moment szczytowania, poprzedzony mocnymi skurczami brzucha, już dosyć głośnym jękiem. Wysunął się, a już na nic nie czekają, błyskawicznie założyłam kostium i pobiegłam do basenu.

W momencie, kiedy chciałam do niego wejść, właśnie zaczął z niego wychodzić znajomy mi „pływak”. Staliśmy na przeciwko siebie i przez dłuższą chwilę przyglądaliśmy się sobie.

Był to średniego wzrostu mężczyzna, no o dobrą głowę wyższy ode mnie, pięknie zbudowany. Na takie ręce i nogi mówił się „żylaste”, bo twarde, widać było, że nie ma tam ani grama tłuszczu. Klatka piersiowa lekko owłosiona, twarz lekko podłużna z wyraźnie zarysowaną linią brwi. W pewnym momencie uśmiechnął się, odsunął, a ja wsunęłam się do basenu.

Przez chwilę wisiałam na korytku przy brzegu, odpoczywając po zbliżeniu z Włodkiem, patrząc jednocześnie, jak „pływak” znika w drzwiach szatni. Puściłam się i zaczęłam pływać. Chyba zrobiłam dwie długości basenu, płynę w kierunku brzegu, patrzę, a na nim stoi Krzysztof

i mój znajomy pływak. Kiedy dopłynęłam, Krzysztof zapytał mnie, czy bym nie wypiła „trzeciej kawy” i jego znajomym z Niemiec.

Spojrzałam się, na pewno robiąc duże oczy, uśmiechnęłam, po czym mówiąc – zastanowię się i odpłynęłam. Przepłynęłam tam i z powrotem, a płynąc przyszła mi na myśl drugie moje cytowane powiedzonko, przecież „Do trzech razy sztuka”. Kiedy dopłynęłam, powiedziałam do Krzysztofa, że zgoda, ale jeszcze chwilę popływam. Przepłynęłam jedną długość basenu, wracam, patrzę, a oni stoją i trzymają w ręku kubek z kawą.

Już nie miałam wyjścia, podpłynęłam do narożnika, podeszłam do nich, on się przedstawił

– Wilhelm, zdziwił się, kiedy odpowiedziałam mu po niemiecku, jednocześnie chwaląc jego pływanie. Tak weszliśmy do pokoju ratowników, kiedy ja się rozbierałam, on mi powiedział, że jest z Berlina, tutaj przyjechał w interesach, że będzie za trzy tygodnie i chętnie by mnie zaprosił na kolację.

Kiedy on to mówił, ja rozłożyłam ręcznik, zajęłam pozycję na kolanach i wypięłam pupę. Katem oka zerknęłam na niego, kiedy zsuwał szlafrok i podejrzewam, że w jednej chwili oczy zrobiły mi się jak talerze. Kiedy za mną klękał ujrzałam sterczącą gruba pałę. I wcale się nie pomyliłam. Moment, kiedy się we mnie wdzierał, już skwitowałam głośnym jękiem, a każde następne jego pchnięcie tylko ten jęk potęgowały.

I tu nastąpiło coś, czego nie przewidziałam. Kilka jego bardzo mocnych pchnięć spowodowało, że ja już dostałam orgazm, już mi po podbrzuszu latają mrówki, a on nic, tylko się wbija. Kiedy zaczęłam już prawie krzyczeć on zaczął mnie pytać – przyjdziesz czy nie przyjdziesz. Od tego momentu każdemu jego pchnięciu towarzyszyło to samo pytanie. Powtórzył je jeszcze kilka razy, aż wreszcie, kiedy już ze mnie ciekły prawie ciurkiem soki, a brzuch bolał w potwornym skurczu orgazmu krzyknęłam, że tak.

Wykonał jeszcze kilka ruchów i poczułam, jak mnie wypełnia. Miałam wrażenie, że jest tego bardzo dużo. Kiedy się tylko wysunął, podniosłam się, owinęłam w ręcznik, wzięłam z krzesełka kostium i wyskoczyłam z pokoju. Już nie wchodziłam do basenu, szłam prosto do szatni, ale szlam, słaniając się na nogach, bo cały brzuch jeszcze falował po jego zbliżeniu. Podatkowym wrażeniem była spływająca mi po nogach „jego śmietanka”.

Usiadłam na ławce, cała trzęsąca się. Ale nie z zimna. Trzęsło mną to wewnętrzne przeżycie, którego doznałam po tym zbliżeniu. Czułam, jak wyciekają ze mnie jego soki, ale miałam wrażenie, że rozlewają się po całym moim ciele. Dłuższą chwile to trwało, za nim zdołałam wejść pod prysznic. Umyta i ubrana wychodzę z ośrodka i dopiero w tym momencie ujrzałam stojące na parkingu BMW X3. Nie miałam przez moment wątpliwości, czyje jest tw „fura”. Ale pomyśłałąm, właściwie po co byłaby mi potrzebna taka „fura”, popatrzyłam i stwierdziłam, że moja Renóweczka, jak na moje potrzeby jest w zupełności wystarczająca.

Wróciłam do domu, zjadłam śniadanie i siedząc przy kawie przyszło mi na myśł trzecie powiedzenie – „Kto rano wstaje ten ma to, co mu podaruje los”. Mnie podarował bardzo miłe przedpołudnie.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

Niedziela, 22 września 2007r

posted by Anonse towarzyskie on Feb 13

Poprawka u Jarka.

Podczas sobotniej wizyty u mojej koleżanki – lekarki umówiłam się na spotkanie

w niedzielę u Jarka. Jest to wysoki, około 190cm wzrostu mężczyzna z którym odbyłam jedno zbliżenie. Jedno, ale nie byle jakie, bo aby zmierzyć jego prącie w stanie podniecenia musiałam przełożyć trzy razy dłonie i tak nie starczyło, zmierzyłam w domu dłonie i wyszło mi około 20cm. .

Zaproponował poprawkę w poniedziałek. Zgodziłam się, ale dopiero w domu zastanowiłam się, co ja właściwie zrobiłam. Przecież po tym jednym zbliżeniu już czuje mocno cipkę, a co będzie jutro. Ale co się zastanawiać, co będzie jutro. Więc w poniedziałek po pracy postarałam się w miarę szybko pozałatwiać wszystkie swoje sprawy, przyjechałam do domu, dobrze umyłam się, wsiadłam w taksówkę i pojechałam na miejsce.

Był to 13 sierpnia. Zastanawiałm się, czy ta trzynastka będzie pomyślna dla mnie, czy nie ? Jarek już na mnie czekał, powitał mnie „cześć Szprotka”, więc bez zbędnych ceregieli rozebrałam się, przeszliśmy do sypialni, patrzę, a on już gotowy do zbliżenia. Za nim zaczęliśmy nasze pieszczoty poczęstował mnie przygotowanym już drinkiem. Miałam wrażenie, że jest dosyć mocny, ale nie to było w tym momencie istotne.

Lubię pozycję od tyłu i uznałam, że będzie ona najlepsza „na rozruch” wiec weszłam na łóżko i wypięłam pupę, on po chwili już był za mną i za moment poczułam, jak próbuje we mnie wejść. Tak to trzeba powiedzieć, bo nie było to takie proste. Cipka już na samą myśl spotkania

z nim puściła soki, a pomimo to opór był znaczny. Kiedy go pokonywał, już jęknęłam. Czułam, jak do niej przylgnął, jak naparł i jak przy każdym pchnięciu systematycznie zdobywa jej wnętrze, czułam na tyle mocno, że każde jego pchnięcie „zatwierdzałam” pojękiwaniem.

Trzymając mnie mocno rękoma za biodra kawałek po kawałku wsuwał się z moje wnętrze.

Właśnie ze względu na tę jego wielkość to wypełnianie sprawiało niesamowite wrażenie. Nie dość, że czułam, jak przesuwa się do środka, to jeszcze ten moment rozpierania się na boki.

Po kilku pchnięciach poczułam go już bardzo głęboko w sobie, ale miałam świadomość,

że to nie jest koniec, że on jeszcze mnie nie wypełnił. Potwierdziły to następne pchnięcia, które czułam, jak by miał ochotę przebić mi cipkę i wyjść gdzieś pod brodą. Krzyknęłam, jest mocno, na co on stwierdził, że to dobrze, bo za chwilę będzie jeszcze lepiej. I rzeczywiście, kilka następnych jego pchnięć, ja już jęczałam bardzo mocno, doprowadziły do tego, że jego biodra oparły się już

o moje.

To był początek. Teraz nastąpiła faza właściwa. Mając mnie już całkowicie wypełnioną,

z mistrzowską precyzją zaczął wysuwać się i wsuwać. Muszę powiedzieć, że był w tym perfekcjonistą, bo zaczął od kilku delikatnych pchnięć, po których zaczęły następować coraz dłuższe, coraz energiczniejsze pchnięcia.

Ja w tym momentach zaczynałam przechodzić na coraz to wyższe tonacje jęczenia, które świadczyły o coraz to wyższym stopniu podniecenia. I tutaj nastąpił pewien klincz. Ja już przeszłam w stan prawie krzyku, osiągając pełny orgazm, a u niego jeszcze takich objawów nie było. Trwało to jeszcze dobrą chwilę, za nim i on osiągnął swój stopień maksymalnego podniecenia. Moment wytrysku ja skwitowałam naprawdę głośnym krzykiem.

Poszedł się umyć, a ja opadłam na łóżko w bezwładzie rozkoszy. Czułam go jeszcze bardzo mocno w sobie, czułam to wspaniałe pulsowanie mięsni brzucha. Leżałam z zamglonymi oczami na łóżku, jakby nieobecna w realnym świecie. Jarek jednak szybko przywrócił mnie do tego realnego świata, podając mi szklaneczkę z zimnym napojem. Z dużą przyjemnością wypiłam jej znaczną część i poszłam się umyć. Jeszcze pod natryskiem czułam, jak pulsują moje mięśnie.

Umyta i owinięta w ręcznik wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego, długo patrząc na jego sylwetkę. To był naprawdę bardzo dobrze zbudowany mężczyzna. Ten przyjemny widok spowodował, że ręce moje zaczęły go pieścić. Przesuwałam wolniutko ręce po jego obrośniętej klatce, delikatnie głaskałam brzuch, aż doszłam do jego wzgórka łonowego. Można powiedzieć, że „przeczesałam” mu futro, po czym zająłem się jego prąciem. Ja nie wiem, jak on to zrobił, ale kilka moich głaskaniach, kilka ruchów zsuwających napletek z żołądzi i już poczułam jak pęcznieje. Zbliżyłam swoje usta i kilka razy go oblizałam. W tym momencie dokładnie mu się przyjrzałam. On po prostu na prawdę był duży. Mając twarz tak blisko tego prącia jeszcze kilka razy je polizałam. Trzymając je w ręce poczułam, że jest bardzo twarde. Spojrzałem na Jarka, podął mi szklaneczkę, wypiłam sporo, po czym powiedział, połóż się. Rozłożyłam się swobodnie, szeroko rozsuwając nogi, a on już przymierzał się do tego, aby we mnie wejść. Na szczęście, tak, jak poprzednim razem, robił to bardzo delikatnie. Najpierw weszła sama główka, w tym momencie rozstawił nade mną „namiot” ze swojego tułowia, z boku mojej twarzy wylądowały ręce, jak dwa słupy telegraficzne, po czym zaczęło wbijanie się we mnie. Trzeba przyznać, że znowu robił to wyjątkowo delikatnie. Czułam minimalne naprężenie, kiedy we mnie wchodził.

Leciutko cofał się i napierał. Kiedy już wszedł większą częścią, te ruchy zaczęły być coraz bardziej intensywne. Natomiast mocno zaczęło być, kiedy już poczuł opór szyjki. Był to sygnał, że on mnie już wypełnił, ale samemu jeszcze się nie zmieścił. No i teraz dopiero zaczęło się wbijanie. Jego ruchy zaczęły być coraz szybsze i mocniejsze. Ja wyrzuciłam ręce za siebie i kręcąc głową raz w jedną, raz w drugą stronę byłam w stanie tylko jęczeć na skutek narastającego podniecenia.

A ono dawało coraz bardziej o sobie znać, formując moje podbrzusze w pralkę na skutek kurczących się mięśni, które jeszcze mocniej obkurczały się na jego prąciu. To znowu powodowało, że czułam go coraz mocniej w sobie. I tak z każdą chwilą coraz mocniej jęczał, a on bez przerwy trochę się ze mnie wysuwał i ponownie wbijał. Ja doszłam już do stanu orgazmu, czułam, jak moja cipka puszcza już swoje soki, jemu to jeszcze nie wystarczyło. Jeszcze dobra chwilę się we mnie wbijał, dopiero wówczas osiągnął swój stan maksymalnego podniecenia i wystrzelił swoimi sokami.

Wysunął się, ja zwinęłam się w fasolkę i jeszcze przez dłuższą chwilę „nie wiedziałam” na jakim świecie jestem. Otrzeźwiła mnie znowu szklaneczka drinka, który mi podął, poszłam do łazienki, umyć się. Dobrą chwilę stałam pod ciepłym natryskiem, bo już czułam podbrzusze po tych jego figlach. Owinięta w ręcznik ponownie wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego i przez chwilę tak leżeliśmy. Znowu podął mi szklankę, popatrzyłam na niego, on stwierdził, pij, pij, na pewno Ci nie zaszkodzi. Że mi nie zaszkodzi, to wiedziałam, ale czy będę w stanie utrzymać się na nogach, tego już nie wiedziałam.

Wypiłam, bo bardzo chciało mi się pić, odstawiłam ją na bok i ponownie, zwinięta w fasolkę, leżałam przy Jarku. Tym razem to on zaczął mnie gładzić po włosach, głaskał plecy. Wyprostowałam się i przylgnęłam do niego, jednocześnie nasze ręce zaczęły pieszczoty. Jego ręka zsunęła się poniżej wzgórka łonowego, bez problemów wyczuwając „koraliczek” łechtaczki. Ja ujęłam jego główkę i zaczęłam ją głaskać.

Na efekty tych naszych pieszczot nie trzeba było długo czekać. Moja cipka zrobiła się błyskawicznie wilgotna, a jego prącie szybko pęczniało. Kiedyś widziałam, jak puchnie komuś ręka po użądleniu osy. Tutaj było dokładnie to samo. Kilka ruchów, małe głaskanie i prącie już gotowe do dalszych działań. Jarek uniósł się na kolana, uniósł minimalnie moją głowę do góry i skierował ją w kierunku prącia. No i w tym momencie dokładnie przekonałam się, jak ono jest duże. Otworzyłam bardzo szeroko usta, a pomimo to ono ledwo się w nich mieściło. Jarek podtrzymując mi głowę od tyłu pomagał wprowadzić ją do ust, efekt był mizerny. Zmieściła się żołądź i niewiele więcej. Chcąc sobie pomóc, podparłam się jedną ręką, a drugą próbowałam dalej naprowadzić to prącie w usta. Poprawiło to sytuację w bardzo niewielkim stopniu. Po prostu dalej nie wchodziło. Uniosłam oczy, on też na mnie spojrzał i zrozumiał, chciałam zmienić pozycję. Lekko odsunął się, ja położyłam się na brzuchu, uniosłam głowę i podtrzymując te jego pałkę dostawiłam do ust. Sytuacja poprawiła się, ale w niewielkim stopniu.

Przy maksymalnie otwartych ustach udało mu się wsunąć nie więcej, niż połowę tej swojej pałki. Widząc, że dalej nie wejdzie, lekko ją wysunął, tak, że mogłam już językiem popieścić jego dziurkę. To go zadowoliło bo głośno jęknął, ale po chwili powiedział, połóż się, ja za chwilę wrócę. Rzeczywiście, po chwili wrócił, bo poczułam na swoim pośladku jego rękę i jednocześnie usłyszałam – rozciągnij pośladki.

Trochę zdziwiona odwróciłam głowę, ale w tym momencie poczułam na pośladku dosyć mocnego klapsa z jednoczesnym dyspozycją – Kurwa mać, przecież coś powiedziałem. Więc już nie zastanawiając się rozciągnęłam rękoma pośladki i poczułam w pupie najpierw coś zimnego,

a później coś śliskiego, co próbowało wsunąć się w moją pupę. Ponieważ było śliskie bez większych problemów przeszło przez „bramkę wejściową” i zaczęło mnie wypełniać. Kiedy już jakaś część tego była we mnie, Jarek powiedział, że mogę puścić ręce i mocno napierając wsuwał mi coraz głębiej?

Wyprostowałam ręce, ale w pewnym momencie poczułam to coś bardzo mocno, więc jęknęłam, Jarek skomentował, nie jęcz, bo i tak Ci to wpierdolę. I rzeczywiście, po chwili poczułam, że to coś już jest całkowicie w pupie, a ona zamknęła się. Wówczas jarek poprosił, abym zajęła pozycję na kolanach. Teraz już wiedziałam, będzie wchodził od tyłu. Ale jak to będzie, przecież „piętro wyżej” jest to coś.

Jego to jednak nie interesowało, przystawił swoją pałkę, którą tak starannie wypieściłam do cipki i przytrzymując ją prawą ręką, lewą chwycił mnie za biodro, jednocześnie mocno napierając. Jęknęłam głośno, główka weszła, więc on już obiema rękoma chwycił mnie za biodra i zaczął się we mnie wdzierać. Godzinę wcześniej bez żadnej wkładki miał problemy, aby we mnie wejść, więc teraz było to tym bardziej trudne.

On jednak tym się nie przejmował, komentując – przecież musze Cię wypierdolić, wsuwał się we mnie coraz mocniej. Ja miałam wrażenie, że za chwilę zostanę rozerwana. Mocno czułam sztywna wkładkę „na górnym piętrze” i mocno wdzierające się jego prącie. Miałam wrażenie, że za chwile zostanę rozerwana. Jarek wykonując systematycznie swoje pchnięcia w końcu wbił się we mnie całkowicie, a kiedy to zrobił, skomentował, no to teraz potańczymy.

Przesunął prawą rękę do przodu pod brzuch i palcem wskazującym znalazł łechtaczkę, mocno przyciskając go do jej „koralika”. Gdybym mogła, skoczyłabym na równe nogi. Przy takim napięciu emocjonalnym dotknięcie łechtaczki spowodowało obłędne moje podniecenie i wyjątkowo mocny skurcz mięśni oplatających pochwę. Wydarłam się, jak mogłam, on to skomentował, nie masz się co kurewko drzeć, i tak Cię rozpierdolę, wykonując mocniejsze i szybsze ruchy w łechtaczce.

Ten stan podniecenia spowodował, że jeszcze mocniej zaparłam się w niego, on to natychmiast wykorzystał, puścił łechtaczkę, chwycił mnie oboma rękoma za biodra i z niesamowitą siłą i szybkością zaczął się we mnie wbijać. I nie trwało to zbyt krótko. Ja już doszłam do bardzo mocnego orgazmu, wszystkie mięśnie były naprężone jak struny, oczy zaszły mi mgłą obłędu,

z gardła wydobywał się chrapliwe jęczenie, kiedy skończył.

Puścił mnie, opadłam na łóżko kompletnie w bezruchu. Jeżeli ktoś mówi, że znalazł się

w jakiejś sytuacji „w zaświatach”, to ja właśnie w tym momencie byłam w takim stanie. Trzymając się za dolną część brzucha i głęboko oddychając przezywałam jeszcze to wewnętrzne rozedrganie. Z tego letargu wybrudził mnie Jarek podając mi szklankę z piciem. Wypiłam ją całą, po czym zebrałam się i poszłam do łazienki. Stojąc pod prysznicem wyjęłam wkładkę z pupy. Okazało się, że był to odpowiednich rozmiarów korzeń marchwi elegancko „ubrany” w prezerwatywę, na końcu zawiązaną.

Owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju, stwierdzając, że na dzisiaj to koniec, bo ja jutro musze iść do pracy. Jarek zgodził się, mówiąc, przyjdź jutro, to dokończymy. Powiedziałam, dobrze, ubrałam się i wyszłam. Dojechałam do domu, położyłam się do łóżka i długo jeszcze czułam w sobie skutki tego spotkania. Jednak dopiero we wtorek rano przekonałam się o skutkach poniedziałkowego spotkania, bo bolało mnie całe podbrzusze.

Ponieważ w środę przed południem miałam lecieć do Hamburga, więc koło południa zadzwoniłam do jarka, mówiąc mu, że z racji „konsekwencji” spotkania z nim, a jednocześnie moich planów na środę, dzisiaj do niego nie przyjdę. Stwierdził, szkoda bo masz bardzo zgrabną pupę i ładną cipkę. Mam chęć na nich trochę poćwiczyć. Więc masz się zameldować po powrocie

z urlopu. Nie wiedziałam, jak mają wyglądać te jego „ćwiczenia” na mojej pupie i cipce, ale powiedziałam, dobrze i na tym się nasza rozmowa skończyła.

To spotkanie miało miejsce 13 sierpnia. Czy uznać tę trzynastkę za szczęśliwą. Może nie za szczęśliwą, co na pewno przyjazną, bo przezyłam coś bardzo wspaniałego. Czy po urlopie spotkam się z nim, nie wiem. Z jednej strony jestem ciekawa tych jego zapowiedzi, z drugiej zaczęłam się go trochę obawiać. Zobaczę. Jak się spotkam, to może opiszę.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

14 sierpnia 2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

posted by Anonse towarzyskie on Feb 13

Kuzynka Hania.

Jest takie powiedzenie – lepiej późno niż wcale. Okazało się, że może ono mieć zastosowanie również do zdobywania doświadczenia w seksie, a w tym przypadku do mojej kuzynki Hani.

Kto to jest Hania? Jest żoną mojego stryjecznego brata Wojtka. Mój tata miął brata i po nim jest syn Wojtek i jego żona Hania. Brat Taty był kilka lat młodszy od niego, tym sposobem Wojtek jest o całe 10 lat młodszy ode mnie, a jego żona Hania o 13 lat, czyli ma 36.

Właśnie oni zaproponowali mi wspólny wyjazd do Jastarni na przełomie sierpnia i września. Zawsze panowała między nami dobra atmosfera, tym bardziej, że jestem matką chrzestną Michała, ale pobyt w Jastarni bardzo nas do siebie zbliżył. Byłyśmy kilka razy wspólnie na basenie, gdzie

w szatni Hania bardzo zdziwiła się, kiedy zobaczyła moją wydepilowaną cipkę. Ponieważ Wojtek jest mól książkowy bardzo dużo chodziłyśmy wieczorami na spacery, rozmawiając o bardzo różnych sprawach.

Pewnego razu, kiedy siedziałyśmy sobie w kątku w kawiarni „Weranda”, sącząc dobre wino, Hania zapytała mnie, czy ta wygolona cipka oznacza, że uprawiam seks. Wyjaśniłam, że tak

i to w bardzo różnych formach. Omówiłam moje wyjazdy do Hamburga, ale poinformowałam ją też, że nie mam stałego partnera, ale na brak zbliżeń nie narzekam. Zaproponowałam, że jeżeli chce na ten temat porozmawiać, to możemy się umówić u mnie w domu, będziemy miały większe możliwości wymiany zdań. I właściwie na tym się w tym momencie ta nasza rozmowa skończyła.

Wróciliśmy do domu, każde z nas zajęło się swoimi sprawami zawodowymi i życiowymi. Ale w czwartek, 20 września Hania zadzwoniła do mnie do pracy, pytając, co robię w piątek wieczorem. Akurat nie miałam niczego w planie, poza opisywaniem przeżyć urlopowych, więc bez problemów zgodziłam się na spotkanie. Hania przyszła ok. 19-tej, informując, że Wojtek wyjechał na konferencje, wróci w sobotę, dzieci nie wymagają już opieki, więc ma czas na swobodne spotkanie.

Zasiadłyśmy w salonie przy ławie, przygotowałam lekka kolację, w kominku trzeszczały drewna, nalałam po drinku i zrobił się bardzo sympatyczny nastrój. Hania na początku zrelacjonowała wyjazd swoich dzieci za granicę, następnie zaczęła jakby wspominać wyjazd do Jastarni, ale czułam, że to nie o to chodzi. Ponieważ wysączyłyśmy już zawartość szklaneczek, ponownie je napełniłam, po czym patrząc Hani prosto w oczy stwierdziłam, że coś ją gryzie, więc niech mówi prosto z mostu, a nie owija w bawełnę. Hania popłakała się mówiąc, że jej się bardzo chce seksu, że w minionym tygodniu miała „dobre dni”, ale w żadnym z nich nie doszło do zbliżenia między nią a Wojtkiem.

Zapytałam, co znaczy, że jej się chce seksu. Wyjaśniła mi, że już dawno stwierdziła różnice w temperamencie między nią a Wojtkiem, że wówczas, kiedy ona ma te „dobre dni” nie zawsze dochodziło między nimi do większej liczby zbliżeń, niż jedno, czasami dwa. A ona miała chęć na więcej, że wcale nie rzadko myśli o „skoku w bok”.

Jak to usłyszałam, prawie skoczyłam do góry. Spytałam, co znaczy „dobre dni”, to znaczy, że Ty nie masz żadnego innego zabezpieczenia ? Kiwnęła głową, że tak. Więc wypijając prawie jednym haustem zawartość swojej szklanki, popatrzyłam jeszcze raz na nią i stwierdziłam – czy Ty się będziesz na mnie gniewała, czy nie, ale Ci mówię, że Wojtkowi się nie dziwię.

Wojtek jest przystojnym, wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną, bez brzucha, w miarę zadbany, a Ty co. Zaniedbana kura domowa. Przecież przyglądałam Ci się w Jastarni. Zaniedbana figura, włosy jak u Cioci Kloci, zdecydowanie za dużo kilogramów, wystający pofałdowany brzuch. Ani przyzwoitej, seksownej bielizny, ani jakiejś atrakcyjnej koszulki nocnej, tylko flanelowy barchan, ani żadnych kosmetyków. Niby wykształcona kobieta, a babul.

Stwierdziłam - chcesz, to Ci pomogę, ale musisz się wziąć za siebie. Uśmiechnęła się, mówiąc, że na pewno weźmie się za siebie. Nie wiem, co spowodowało moją reakcję, być może ilość wypitego alkoholu, ale stwierdziłam, jak Ci chłop nie starcza, to trzeba się inaczej ratować, rozbieraj się. Spojrzała na mnie, a ja patrząc na nią powtórzyłam, no na co czekasz, rozbieraj się.

Zdjęła bluzkę, patrzy na mnie, a ja pokazuje ręką, dalej, zdjęła spodnie, ja to samo. Została w staniku, majtkach i skarpetkach. Ja pokazuję, że dalej, więc już nie zastanawiając się zdjęła resztę. Stanęła, podeszłam do niej i ściskając fałd tłuszczu na brzuchu zapytałam – co to jest ?

Chwytając kłębiące się włosy łonowe zadałam to samo pytanie. Pokazałam ręką, mówiąc jednocześnie – chodź i poszłyśmy do mojej sypialni. Tam kazałam jej położyć się na łóżku, sama weszłam do łazienki, wziąłem ręcznik, nożyczki, po czym podłożyłam jej ręcznik pod biodra

i klękając obok ostrzygłam ją. Nie za krótko, aby ją pozostałe włosy nie kłuły, ale dosyć mocno. Kiedy skończyłam, pokazałam, że ma unieść biodra, wysunęłam ręcznik, polecając jej, aby poszła się umyć?

Ten ręcznik wrzuciłam do brudów, a kiedy Hanka się już umyła, podałam jej czysty, polecając, aby poszła i położyła na łóżku. Sama otworzyłam szafkę, gdzie mam swoje „zabawki”

i przez dłuższą chwile zastanawiałam się, co mam dla niej wybrać.

Zawsze, jak jeżdżę za granicę, to odwiedzam „odpowiednie sklepy” i albo coś kupuję od razu, albo biorę sobie ich katalogi i zamawiam po powrocie do domu. Tym sposobem zgromadziłam już „kolekcję” ponad 60 zabawek. W ostateczności wybrałam nieco większy wibrator nazywany przeze mnie „Mikołajem” bo sprawiłam go sobie na któreś Mikołajki. Jest to bardzo realistyczny penis, miękki i delikatny, w kolorze skóry z delikatnym zarysem żyłek. Miał on 19cm długości i 4cm średnicy. Owinęłam go w mały ręczniczek i podeszłam do łóżka. Delikatnie pogłaskałam Hankę od góry do dołu, kiedy byłam na wysokości wzgórka łonowego, poleciłam jej, aby rozsunęła nogi, lekko uginając je w kolanach. Wówczas przesunęłam się między jej nogi, rozchyliłam ręką płatki jej cipki i sięgnęłam po przygotowanego pomocnika. Hanka uniosła głowę, ale wręcz krzyknęłam na nią – leż, po czym wolniutko zaczęłam wsuwać jej tego penisa.

W pierwszej chwili jęknęła, ale za moment już się rozluźniła, więc wsunęłam jej jeszcze dalej i włączyłam wibrator. Znowu próbowała się unieść, ale tylko spojrzałam, poleciłam, wyrzuć ręce za głowę, włączyłam mu mocniejsze wibrowanie i zaczęłam go wbijać jej do końca. Długo nie wytrzymała, zaczęła jęczeć, coraz głośniej i głośniej, aż w pewnym momencie zaczęła unosić i opuszczać biodra, ja systematycznie jej wsuwałam i wysuwałam, aż prawie krzycząc doszła do orgazmu.

Wówczas wysunęłam go z niej, wstałam i poszłam naszykować drinka. Kiedy wróciłam, siedziała, mocno rękoma ściskając kolana. Podałam jej szklankę, pytając, jak było. Uśmiechnęła się tylko, mówiąc, że dobrze. Spojrzała, pytając, skąd ja to mam, żartując, stwierdziłam, że z „wykopalisk” i dopiłam szklankę. Wstałam i poszłam do łazienki naszykować następny „zestaw” Kiedy już miałam gotowy, poprosiłam ją, aby do mnie przyszła. Widząc, że też dopiła poprosiłam ja, aby wstała i poszła za mną.

Poszłyśmy do łazienki, poprosiłam ja, aby zajęła miejsce na podłodze i wypięła pupę. Kiedy to zrobiła, wpompowałam w nią całą gruszkę wody, po czym poprosiłam, aby się położyła i chwilę leżała a następnie wypróżniła się. Tak przemyłam ja trzy razy, a kiedy już była umyta, poprosiłam, aby, stojąc, pochyliła się. Wówczas wsunęłam jej w pupę fragment penisa analnego z klasyczną główką i stopką w formie fragmentu jąder. Nie był on zbyt duży, 14 x 4 cm, po czym poleciłam jej wyprostować się i od przodu wsunęłam jej silikonowego penisa – wibratora. Również nie był on zbyt duży, 14 x 4 cm zakończony płaską stopką. Wibrator uruchamia się przez przycisk w stopce. Dlatego w tym momencie podstawiłam jej stołek, nakryłam ręcznikiem i poleciłam, aby usiadła. Wówczas Hanka stwierdziła, że jeszcze nigdy czegoś takiego w pupie nie miała, na co ja odpowiedziałam, że zawsze coś jest po raz pierwszy.

Opierając się rękoma o krawędź stołka, systematycznie opuszczała się, aż w pewnym momencie prawie nie wyskoczyła do góry. Przewidziałam to, więc stojąc przed nią przytrzymałam za ramiona, aby ponownie usiadła. Po prostu całkowicie usiadła na stołku i włączył się wibrator. Ponownie opuściła się mocno rozszerzając nogi i lekko pochylając się do przodu,

a jednocześnie coraz mocniej pojękując. Aż przyszedł moment, kiedy wibrująca w niej pałeczka zrobiła swoje i zaczęła głośno jęczeć osiągając orgazm.

Pozwoliłam jej wstać, aby poszła się umyć. Ale kiedy ona się myła, wpadłam na pomysł urządzenia jej „chrztu bojowego” pupy. Kiedy przyszła, dostała następna szklankę drinka, trochę mocniejszą, aby się jeszcze bardziej rozluźniła. Spytałam, jak tam, popatrzyła śmiejącymi się oczami, mówiąc dobrze i fajnie. Była już chyba trochę rozluźniona przez drinki, bo stwierdziła,

że słyszała o takich „urządzeniach” ale nie wiedziała, skąd je wziąć i jak się za to zabrać.

Widząc, że „puszcza farbę” zapytałam ją, co robiła, jak jej się chciało seksu, a nie miała zbliżenia z Wojtkiem. Stwierdziła, że nic, tylko bardzo często miała „głupie” sny, np. że ją napadło trzech mężczyzn i brutalnie zgwałciło, albo że ją jakiś mężczyzna najpierw pobił, a następnie zgwałcił. Jak sama stwierdziła, takich bardzo dziwnych snów miała bardzo dużo i wręcz czasami zastanawiała się, czy to jest w ogóle możliwe.

W tym momencie pomyślałam sobie, o Ty naiwna, nie takie rzeczy są możliwe. Ale nie dałam po sobie znać, że coś na ten temat wiem, natomiast przystąpiłam do dalszej realizacji swojego planu.

Powiedziałam jej, że ponieważ nie ma jeszcze doświadczenia z pupą, to powinna go nabrać, dlatego teraz ponownie się zabawimy. Poprosiłam ja, aby poszła ze mną do łazienki, tam wyjęłam

z szafki chustkę, aby zawiązać jej oczy. Przecież się może przestraszyć, jak zobaczy, co jej szykuję. Kiedy już sprawdziłam, że nic nie widzi, posadziłam ją na stołku, po czym poszłam do szafki

i wyjęłam z niej wkładkę analną nazywaną przeze mnie Gęsią Szyją, bo ma ładną penisową główkę i jest lekko pochylona do przodu.

Ma długości 18 cm, ale główka ma średnicy 4,5cm a przy nasadzie 7,5cm. Mocno ją nakrzemowałam, poprosiłam Hanie aby się lekko uniosła i rozsunęła pośladki. Wsunęłam jej ta główkę pod dziurkę, mówiąc, siadaj. Oparła się, poczuła opór, chciała się unieść, ale stojąc za nią naparłam na jej ramiona, zdecydowanym głosem mówiąc – siadaj. Usiadła, główka się schowała

i zaczęła pochłaniać dalszą jej część. Doszła do połowy, mówiąc, że już ja bardzo mocno rozpiera. W tym momencie odwiązałam jej oczy i patrząc na nią stwierdziłam, że wiem, ale ma się jeszcze opuszczać. Oparłam się mocno na jej ramionach i gniotąc ją z góry mówiłam – no wpuszczaj tę główkę w siebie.

Kiedy następnym razem jęknęła, że już czuję go bardzo głęboko i chyba już dalej nie wejdzie, ja przełożyłam ręce przez jej ramiona, dotknęłam piersi, złapałam za brodawki i mocno ścisnęła.

To oczywiście boli, więc Hanka puściła krawędzie stołka, na którym się opierała, aby złapać moje ręce. W tym momencie wbiła się do końca i miała tę Gęsia Szyję w sobie. Popatrzyła na mnie, a ja stwierdziłam, jak widzisz, zmieściła się. Obeszłam ją w koło, pogładziłam już delikatnie po piersiach i zaczęłam spuszczać swoją rękę poniżej wzgórka łonowego, wyczułam jej szparkę, „koralika” łechtaczki i zaczęłam go drażnić. Hanka w tym momencie chyba zapomniała o pupie, bo zaczęła jęczeć w narastającym podnieceniu powodowanym pieszczotami łechtaczki. Te pieszczoty narastały, aż doprowadziłam ją do orgazmu. Kiedy już cała trzepotała się w pełnym orgazmie, puściłam ja mówiąc, idź się oswobodź i umyj.

Po powrocie dałam jej następną szklankę drinka, a ona do mnie, że to było fajne, a tą Gęsią Szyję poczuła naprawdę głęboko o było to dla niej pierwsze takie przeżycie. Wówczas znowu, jak to ja, czasami coś szybciej powiem, niż pomyślę, stwierdziłam, że jak chce, to może zarówno w pupie, jak i w cipce wcale nie mniejsze naturalne „wkładki”.

Powiedziałam jej, masz 36 lat, tyle samo, ile ja miałam, kiedy zaczynałam swobodny seks. Rozumiem Twój temperament i mogę Ci pomóc, ale to Ty musisz podjąć decyzję. Jest przecież problem Wojtka. Hania patrząc na mnie stwierdziła, on wiecznie siedzi w książkach, teraz często wyjeżdża na różne konferencje, dam sobie radę. Rzeczywiście, Wojtek jest pracownikiem naukowym na jednej z uczelni i to chyba niezłym. Dlatego bardzo często jest zapraszany na różne konferencje w kraju, ale miał już wcale nie mało wyjazdów zagranicznych.

Stwierdziłam, jak jest taka Twoja decyzja, to dobrze, ale – tutaj masz adres do mojej koleżanki, która jest lekarzem – ginekologiem, umów się, ona Cię zbada, przedyskutuje z tobą kwestię środków ochronnych. Druga kwestia, masz w domu trochę zacząć zwracać uwagę na dietę. Trzecia kwestia, to ruch. Od przyszłego tygodnia, we wtorki i czwartki jeździsz ze mną na basen. Kończąc spytałam – zgoda, odpowiedziała, zgoda.

Tak rozmawiając z nią znowu mi wpadł do głowy pomysł i nawet nie przypuszczałam, że tak łatwo go zrealizuję. Powiedziałam jej, to dobrze, mamy wszystko uzgodnione, teraz masz ode mnie „deser”. Kiwnęłam głową – chodź. Poszłyśmy do łazienki, tam jej ponownie zawiązałam oczy, wyjęłam z szafki kajdanki, złączyłam jej ręce, kazałam uklęknąć, po czym drugą para kajdanek przypięłam jej ręce podłogi. Nawet nie pamiętam, skąd tam się wziął ten haczyk. Sprawdziłam, żeby szeroko rozsunęła nogi, po czym wzięłam z szafki skórzany pejcz, z bardzo miękkiej skóry. Ma on długość 70cm, rękojeść w kształcie penisa o długości 18cm i średnicy 4cm. Duża miękkość poszczególnych rzemieni zapewnia odpowiednie doleganie do ciała. pejcza Specjalnie nie zastanawiając się zbyt długo, zamachnęłam się i uderzyłam ja prosto w rowek. Krzyknęła i wyprostowała nogi. W tym momencie dosyć zdecydowanym głosem powiedziałam, nogi do góry, to jest kara za to, że jesteś taka zaniedbana i utuczona. Nie zdążyłam dokończyć tego zdania, kiedy Hanka podciągnęła nogi i dostała następnego bata w środek pupy po dwa następne wylądowały na pośladkach i ponownie dwa równo w rowek.

Odłożyłam pejcza, wypięłam ją z kajdanek, po czym odsłaniając jej oczy powiedziałam,

że będzie dostawała takie lanie, jak nie weźmiesz się za siebie. Myślę, że na dzisiaj masz dość. Skinęła głową, że tak, szeroko rozstawiając nogi przeszła do salonu, tam się ubrała, ja w tym czasie nalałam po drinku i podając jej, stuknęłyśmy się, no to za to nasze pierwsze spotkanie, myślę, że nie ostatnie. Hanka uśmiechnęła się, mówiąc – na pewno nie.

Zadzwoniłam po taksówkę, wsiadła i pojechała do domu, natomiast mnie zaczęło nosić. Wypiłyśmy prawie butelkę wódki, więc byłam mocno rozluźniona i te zabiegi wobec Hanki spowodowały, że moja cipka też dopominała się zaspokojenia. Ale nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Nagle olśnienie. Będąc ostatnio w Hamburgu wypatrzyłam sobie duży, czarny wibrator

– Duży Dong. Pod moja nieobecność przyszła paczka z tym wibratorem i jeszcze kilkoma innymi zamówionymi „zabawkami”.

Szybko rozpakowałam paczkę, wyjęłam ten wibrator i zrobiło mi się trochę słabo. Na półce sklepowej nie wyglądał tak groźnie, jak teraz. Był to żelowy wibrator o rozmiarach 23cm długości

i 4,5 cm średnicy, szczęśliwie równy do końca. Wyszłam jednak z założenie, że jeżeli kupiłam, to powinnam spróbować. Rozebrałam się w sypialni, poszłam do łazienki, mocno go nakremowałam, po czym ponownie wróciłam do sypialni, ustawiłam go na stołku przed toaletką, mam wówczas takie miejsce, że widzę się z przodu i z tyłu.

Uniosłam się bardzo wysoko na palcach i wciskając go pod siebie ledwo wprowadziłam główkę do cipki. Ale w tej pozycji zbyt długo nie ustałam, po chwili zdrętwiały palce u nóg

i zaczęłam opuszczać się na stopy. To spowodowało moje wbijanie się na niego. Miałam wrażenie, że za chwilę mnie rozerwie, tak się rozpierał na boki. W końcu stanęłam na nogach, mając w sobie może połowę jego długości.

Wówczas zaczęłam uginać nogi i systematycznie pochłaniać go w sobie. Patrząc z zewnątrz miałam wrażenie, ze zostało jeszcze ze 3cm, jak zaczął stawiać mocny opór. Wówczas wstałam, podtrzymując go w sobie przykucnęłam, po czym podpierając się rękoma wysunęłam całkowicie nogi do przodu. Po pewnym czasie, na skutek zmęczenia, ręce zaczęły coraz bardziej drżeć,

aż w końcu omdlały, a ja ciężarem swojego ciała wbiłam się na niego do końca.

Chwilę odpoczęłam, po czym ponownie uniosłam się na rękach i jeszcze raz mocno opuściłam się, wbijając się na niego jeszcze bardziej. Ten wibrator miał wmontowany w stopkę przycisk uruchamiający wibrację po odpowiednim przyciśnięciu. Widocznie tym razem odpowiednio mocno się wbiłam, bo zaczął działać.

Chwyciłam się rękoma za brzuch, bo myślałam, że ze mnie wyskoczy. Wyraźnie było czuć, jak przechodzą mnie „mrówki” od dołu do góry, powodując mocne drżenie czubka. Czubek był oparty na wejściu do szyjki macicznej i każdy taki impuls powodował coraz mocniejsze moje podniecenie. Aż podnieciłam się całkowicie przyszły mocne skurcze brzucha, a z cipki wypłynęła struga moich soków.

Posprzątałam i poszłam spać. Tak zakończyło się to moje dziwne spotkanie z kuzynką Hanką. Nie bardzo wiem, jak będą wyglądały następne, ale myślę, że jak będą, to je opiszę.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

21 września 2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

posted by Anonse towarzyskie on Feb 7

Powiedzonka.

Są takie powiedzonka – „Podwójnie lepiej trzyma” , „Do trzech razy sztuka” i „Kto rano wstaje, …”. Mają one zastosowanie w różnych sytuacjach. Tym razem znalazły w moim zdarzeniu.

Mam siedzący tryb pracy. Inne zajęcia, to też „nasiadówki”. Dlatego systematycznie chodzę

w tygodniu na ćwiczenia rekreacyjne. Natomiast w sobotę, jeśli są ku temu warunki, wybieram się na przejażdżkę rowerową. Dzisiejszej soboty obudziłam się, jak zwykle, po szóstej, spojrzałam za okno, a tam za oknem prawie zima, 3 stopnie powyżej zera. Stwierdziłam, że w taką zimę to ja chyba nie bardzo mam chęć na rower, tym bardziej, że miałam jeszcze w głowie trochę „zmęczenie” po wczorajszej zabawie z Hanką, więc ponownie położyłam się do łóżka i o dziwo usnęłam. Obudziłam się była dziewiąta. Pogoda za oknem nie poprawiła się postanowiłam pójść na basen.

Było kilka minut po dziesiątej, kiedy weszłam do ośrodka, przywitała mnie znana mi kasjerka Bożena oraz nasza sympatyczna Pani Wiesława, sprzątaczka pilnująca porządku na tej mokrej części urządzeń. Zapytałam, czy duży tłok i kto jest na basenie. Usłyszałam, że tłoku

w ogóle nie ma, na basenie jest Krzysztof i Włodek, a w basenie cztery osoby.

Krzysztofa już znałam, był studentem AWF-u, prowadził zajęcia na siłowni lub miął dyżury jako ratownik. Tego drugiego nie znałam. Przebrałam się w kostium i weszłam na basen. Krzysztof zobaczył mnie i śmiejąc się głośno podszedł przywitać się. Dając mu sympatycznego buziaka stwierdziłam – tego „masażu” z maja to Ci nie zapomnę. A on na to – nie musisz zapominać, ale możemy dla utrwalenia go powtórzyć.

Uśmiechnęłam się tylko i podeszłam do basenu a w nim na środkowym torze ktoś „młócił” wodę delfinem. Stałam w narożniku basenu przy drabince, chwilę mu się przyglądając. On dopłynął do brzegu, przy którym stałam, wynurzył głowę i jak to się mówi, zawiesił przez dłuższą chwilę na mnie oko, po czym wziął nawrót i zaczął szybko płynąć kraulem. Widać było, że umie to robić.

Ja spokojnie weszłam do wody i zaczęłam „katować” tę swoją żabę. Przepłynęłam pierwszą długość basenu, wzięłam nawrót i dalej. Tak przepłynęłam spokojnie chyba ze sześć długości,

w tym czasie sąsiad na środkowym torze wyminął mnie chyba ze trzy razy i oboje spotkaliśmy się przy płytszej krawędzi basenu. Przez chwilę mnie obserwował, ale odbił się i popłynął. Ja też po chwili zaczęłam płynąć swoim tempem.

Kiedy ponownie dopłynęłam do brzegu stał na nim Krzysztof, mówiąc mi, że w ich pokoiku czeka na mnie filiżanka dobrej kawy. Uśmiechnęłam się tylko, bo wiedziałam, o co mu chodzi

i stwierdziłam, niech chwile ostygnie. Przepłynęłam ponownie dwie długości basenu, pomyślałam sobie, przecież już ponad dwa tygodnie „poszczę”, więc czemu nie skorzystać z okazji i widząc,

że stoi na jego brzegu podpłynęłam do narożnika, wychodząc wzięłam ręcznik i zaczęłam iść

w kierunku jego pokoju. Kątem oka spojrzałam, że „pływak” też dopłynął i mocno mi się przygląda.

Kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi pokoju służbowego ratowników Krzysztof objął mnie ramieniem, pochylił i mocno przywarł do moich ust. Biorąc krótkie oddechy pomiędzy poszczególnymi pocałunkami zsunął ze mnie kostium, po czym rozciągnął na podłodze mój duży, kąpielowy ręcznik, sugerując, abym zajęła pozycję od tyłu. Lubię ją, więc nie było problemu, po chwili wypięłam pupę, mocno rozsunęłam nogi, a on tylko na to czekał.

Wszedł we mnie bez problemów, poczułam go w sobie bardzo mocno, wykonał kilka ruchów, a ja już płynęłam, jeszcze kilka, a ja już jęczę w dużym podnieceniu. Aż przyszedł moment spełnienia i poczułam, jak mnie wypełnia. Po chwili uniosłam się i spytałam, gdzie ta kawa. Rzeczywiście, stała na biurku, wypiłam zawartość całej filiżanki jednym duszkiem, włożyłam kostium i wyszłam na basen.

Zaczęłam spokojnie pływać, o dziwo, „znajomy pływak” też jeszcze pływał, płynęliśmy w jednym kierunku, popatrzył na mnie, ja na niego, uśmiechnęłam się, on też i popłynął dalej. Po przepłynięciu następnych sześciu długości basenu ponownie zobaczyłam Krzysztofa na brzegu. Kiedy podpłynęłam, poinformował mnie, że jego kolega Włodek również miałby chęć wypić ze mną kawę. Uśmiechnęłam się, odbiłam od brzegu i zaczęłam płynąć.

No i tutaj ma zastosowanie pierwsze moje powiedzonko. Pomyślałam sobie, że „podwójnie lepiej trzyma”, więc po nawrocie podpłynęłam do narożnika basenu i biorąc z ławki ręcznik zaczęłam iść w kierunku pokoju ratowników. Włodek był zdecydowanie niższy, niż Krzysztof, objął mnie w pół i zaczął mocno całować. Po chwili poluzowując swój żelazny uścisk zaczął zsuwać ze mnie ramiączka od kostiumu. Kiedy zaczął opadać, dłużej nie czekałam, pomagając sobie ręką odłożyłam go na bok i rozłożyłam na podłodze ręcznik, zajmując na nim pozycję od tyłu.

Włodek błyskawicznie zsunął szorty i ujrzałam stojącą na baczność jego pałkę. Ponieważ ujął ja w dłoń nie miałam możliwości oceny jej wielkości. Przekonałam się za chwilę, że nie jest to standardowe prącie. Pomimo, że byłam już trochę podniecona, poczułam, jak mocno we mnie się wdziera, jak mnie wypełnia. Chwycił mocno za biodra i wbił się do końca. Ja już jęknęłam, czując go mocno w sobie. Widać było, że jest doświadczonym „graczem” bo wysuwał się wolno, po czym mocno wbijał się we nie.

Takie systematyczne wolne wysuwanie i szybkie wbijanie doprowadziło mnie do dużego poziomu podniecenia. Każde jego pchnięcie kwitowałam coraz głośniejszym pojękiwaniem,

a moment szczytowania, poprzedzony mocnymi skurczami brzucha, już dosyć głośnym jękiem. Wysunął się, a już na nic nie czekają, błyskawicznie założyłam kostium i pobiegłam do basenu.

W momencie, kiedy chciałam do niego wejść, właśnie zaczął z niego wychodzić znajomy mi „pływak”. Staliśmy na przeciwko siebie i przez dłuższą chwilę przyglądaliśmy się sobie.

Był to średniego wzrostu mężczyzna, no o dobrą głowę wyższy ode mnie, pięknie zbudowany. Na takie ręce i nogi mówił się „żylaste”, bo twarde, widać było, że nie ma tam ani grama tłuszczu. Klatka piersiowa lekko owłosiona, twarz lekko podłużna z wyraźnie zarysowaną linią brwi. W pewnym momencie uśmiechnął się, odsunął, a ja wsunęłam się do basenu.

Przez chwilę wisiałam na korytku przy brzegu, odpoczywając po zbliżeniu z Włodkiem, patrząc jednocześnie, jak „pływak” znika w drzwiach szatni. Puściłam się i zaczęłam pływać. Chyba zrobiłam dwie długości basenu, płynę w kierunku brzegu, patrzę, a na nim stoi Krzysztof

i mój znajomy pływak. Kiedy dopłynęłam, Krzysztof zapytał mnie, czy bym nie wypiła „trzeciej kawy” i jego znajomym z Niemiec.

Spojrzałam się, na pewno robiąc duże oczy, uśmiechnęłam, po czym mówiąc – zastanowię się i odpłynęłam. Przepłynęłam tam i z powrotem, a płynąc przyszła mi na myśl drugie moje cytowane powiedzonko, przecież „Do trzech razy sztuka”. Kiedy dopłynęłam, powiedziałam do Krzysztofa, że zgoda, ale jeszcze chwilę popływam. Przepłynęłam jedną długość basenu, wracam, patrzę, a oni stoją i trzymają w ręku kubek z kawą.

Już nie miałam wyjścia, podpłynęłam do narożnika, podeszłam do nich, on się przedstawił

– Wilhelm, zdziwił się, kiedy odpowiedziałam mu po niemiecku, jednocześnie chwaląc jego pływanie. Tak weszliśmy do pokoju ratowników, kiedy ja się rozbierałam, on mi powiedział, że jest z Berlina, tutaj przyjechał w interesach, że będzie za trzy tygodnie i chętnie by mnie zaprosił na kolację.

Kiedy on to mówił, ja rozłożyłam ręcznik, zajęłam pozycję na kolanach i wypięłam pupę. Katem oka zerknęłam na niego, kiedy zsuwał szlafrok i podejrzewam, że w jednej chwili oczy zrobiły mi się jak talerze. Kiedy za mną klękał ujrzałam sterczącą gruba pałę. I wcale się nie pomyliłam. Moment, kiedy się we mnie wdzierał, już skwitowałam głośnym jękiem, a każde następne jego pchnięcie tylko ten jęk potęgowały.

I tu nastąpiło coś, czego nie przewidziałam. Kilka jego bardzo mocnych pchnięć spowodowało, że ja już dostałam orgazm, już mi po podbrzuszu latają mrówki, a on nic, tylko się wbija. Kiedy zaczęłam już prawie krzyczeć on zaczął mnie pytać – przyjdziesz czy nie przyjdziesz. Od tego momentu każdemu jego pchnięciu towarzyszyło to samo pytanie. Powtórzył je jeszcze kilka razy, aż wreszcie, kiedy już ze mnie ciekły prawie ciurkiem soki, a brzuch bolał w potwornym skurczu orgazmu krzyknęłam, że tak.

Wykonał jeszcze kilka ruchów i poczułam, jak mnie wypełnia. Miałam wrażenie, że jest tego bardzo dużo. Kiedy się tylko wysunął, podniosłam się, owinęłam w ręcznik, wzięłam z krzesełka kostium i wyskoczyłam z pokoju. Już nie wchodziłam do basenu, szłam prosto do szatni, ale szlam, słaniając się na nogach, bo cały brzuch jeszcze falował po jego zbliżeniu. Podatkowym wrażeniem była spływająca mi po nogach „jego śmietanka”.

Usiadłam na ławce, cała trzęsąca się. Ale nie z zimna. Trzęsło mną to wewnętrzne przeżycie, którego doznałam po tym zbliżeniu. Czułam, jak wyciekają ze mnie jego soki, ale miałam wrażenie, że rozlewają się po całym moim ciele. Dłuższą chwile to trwało, za nim zdołałam wejść pod prysznic. Umyta i ubrana wychodzę z ośrodka i dopiero w tym momencie ujrzałam stojące na parkingu BMW X3. Nie miałam przez moment wątpliwości, czyje jest tw „fura”. Ale pomyśłałąm, właściwie po co byłaby mi potrzebna taka „fura”, popatrzyłam i stwierdziłam, że moja Renóweczka, jak na moje potrzeby jest w zupełności wystarczająca.

Wróciłam do domu, zjadłam śniadanie i siedząc przy kawie przyszło mi na myśł trzecie powiedzenie – „Kto rano wstaje ten ma to, co mu podaruje los”. Mnie podarował bardzo miłe przedpołudnie.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

Niedziela, 22 września 2007r

posted by Anonse towarzyskie on Feb 7

Poprawka u Jarka.

Podczas sobotniej wizyty u mojej koleżanki – lekarki umówiłam się na spotkanie

w niedzielę u Jarka. Jest to wysoki, około 190cm wzrostu mężczyzna z którym odbyłam jedno zbliżenie. Jedno, ale nie byle jakie, bo aby zmierzyć jego prącie w stanie podniecenia musiałam przełożyć trzy razy dłonie i tak nie starczyło, zmierzyłam w domu dłonie i wyszło mi około 20cm. .

Zaproponował poprawkę w poniedziałek. Zgodziłam się, ale dopiero w domu zastanowiłam się, co ja właściwie zrobiłam. Przecież po tym jednym zbliżeniu już czuje mocno cipkę, a co będzie jutro. Ale co się zastanawiać, co będzie jutro. Więc w poniedziałek po pracy postarałam się w miarę szybko pozałatwiać wszystkie swoje sprawy, przyjechałam do domu, dobrze umyłam się, wsiadłam w taksówkę i pojechałam na miejsce.

Był to 13 sierpnia. Zastanawiałm się, czy ta trzynastka będzie pomyślna dla mnie, czy nie ? Jarek już na mnie czekał, powitał mnie „cześć Szprotka”, więc bez zbędnych ceregieli rozebrałam się, przeszliśmy do sypialni, patrzę, a on już gotowy do zbliżenia. Za nim zaczęliśmy nasze pieszczoty poczęstował mnie przygotowanym już drinkiem. Miałam wrażenie, że jest dosyć mocny, ale nie to było w tym momencie istotne.

Lubię pozycję od tyłu i uznałam, że będzie ona najlepsza „na rozruch” wiec weszłam na łóżko i wypięłam pupę, on po chwili już był za mną i za moment poczułam, jak próbuje we mnie wejść. Tak to trzeba powiedzieć, bo nie było to takie proste. Cipka już na samą myśl spotkania

z nim puściła soki, a pomimo to opór był znaczny. Kiedy go pokonywał, już jęknęłam. Czułam, jak do niej przylgnął, jak naparł i jak przy każdym pchnięciu systematycznie zdobywa jej wnętrze, czułam na tyle mocno, że każde jego pchnięcie „zatwierdzałam” pojękiwaniem.

Trzymając mnie mocno rękoma za biodra kawałek po kawałku wsuwał się z moje wnętrze.

Właśnie ze względu na tę jego wielkość to wypełnianie sprawiało niesamowite wrażenie. Nie dość, że czułam, jak przesuwa się do środka, to jeszcze ten moment rozpierania się na boki.

Po kilku pchnięciach poczułam go już bardzo głęboko w sobie, ale miałam świadomość,

że to nie jest koniec, że on jeszcze mnie nie wypełnił. Potwierdziły to następne pchnięcia, które czułam, jak by miał ochotę przebić mi cipkę i wyjść gdzieś pod brodą. Krzyknęłam, jest mocno, na co on stwierdził, że to dobrze, bo za chwilę będzie jeszcze lepiej. I rzeczywiście, kilka następnych jego pchnięć, ja już jęczałam bardzo mocno, doprowadziły do tego, że jego biodra oparły się już

o moje.

To był początek. Teraz nastąpiła faza właściwa. Mając mnie już całkowicie wypełnioną,

z mistrzowską precyzją zaczął wysuwać się i wsuwać. Muszę powiedzieć, że był w tym perfekcjonistą, bo zaczął od kilku delikatnych pchnięć, po których zaczęły następować coraz dłuższe, coraz energiczniejsze pchnięcia.

Ja w tym momentach zaczynałam przechodzić na coraz to wyższe tonacje jęczenia, które świadczyły o coraz to wyższym stopniu podniecenia. I tutaj nastąpił pewien klincz. Ja już przeszłam w stan prawie krzyku, osiągając pełny orgazm, a u niego jeszcze takich objawów nie było. Trwało to jeszcze dobrą chwilę, za nim i on osiągnął swój stopień maksymalnego podniecenia. Moment wytrysku ja skwitowałam naprawdę głośnym krzykiem.

Poszedł się umyć, a ja opadłam na łóżko w bezwładzie rozkoszy. Czułam go jeszcze bardzo mocno w sobie, czułam to wspaniałe pulsowanie mięsni brzucha. Leżałam z zamglonymi oczami na łóżku, jakby nieobecna w realnym świecie. Jarek jednak szybko przywrócił mnie do tego realnego świata, podając mi szklaneczkę z zimnym napojem. Z dużą przyjemnością wypiłam jej znaczną część i poszłam się umyć. Jeszcze pod natryskiem czułam, jak pulsują moje mięśnie.

Umyta i owinięta w ręcznik wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego, długo patrząc na jego sylwetkę. To był naprawdę bardzo dobrze zbudowany mężczyzna. Ten przyjemny widok spowodował, że ręce moje zaczęły go pieścić. Przesuwałam wolniutko ręce po jego obrośniętej klatce, delikatnie głaskałam brzuch, aż doszłam do jego wzgórka łonowego. Można powiedzieć, że „przeczesałam” mu futro, po czym zająłem się jego prąciem. Ja nie wiem, jak on to zrobił, ale kilka moich głaskaniach, kilka ruchów zsuwających napletek z żołądzi i już poczułam jak pęcznieje. Zbliżyłam swoje usta i kilka razy go oblizałam. W tym momencie dokładnie mu się przyjrzałam. On po prostu na prawdę był duży. Mając twarz tak blisko tego prącia jeszcze kilka razy je polizałam. Trzymając je w ręce poczułam, że jest bardzo twarde. Spojrzałem na Jarka, podął mi szklaneczkę, wypiłam sporo, po czym powiedział, połóż się. Rozłożyłam się swobodnie, szeroko rozsuwając nogi, a on już przymierzał się do tego, aby we mnie wejść. Na szczęście, tak, jak poprzednim razem, robił to bardzo delikatnie. Najpierw weszła sama główka, w tym momencie rozstawił nade mną „namiot” ze swojego tułowia, z boku mojej twarzy wylądowały ręce, jak dwa słupy telegraficzne, po czym zaczęło wbijanie się we mnie. Trzeba przyznać, że znowu robił to wyjątkowo delikatnie. Czułam minimalne naprężenie, kiedy we mnie wchodził.

Leciutko cofał się i napierał. Kiedy już wszedł większą częścią, te ruchy zaczęły być coraz bardziej intensywne. Natomiast mocno zaczęło być, kiedy już poczuł opór szyjki. Był to sygnał, że on mnie już wypełnił, ale samemu jeszcze się nie zmieścił. No i teraz dopiero zaczęło się wbijanie. Jego ruchy zaczęły być coraz szybsze i mocniejsze. Ja wyrzuciłam ręce za siebie i kręcąc głową raz w jedną, raz w drugą stronę byłam w stanie tylko jęczeć na skutek narastającego podniecenia.

A ono dawało coraz bardziej o sobie znać, formując moje podbrzusze w pralkę na skutek kurczących się mięśni, które jeszcze mocniej obkurczały się na jego prąciu. To znowu powodowało, że czułam go coraz mocniej w sobie. I tak z każdą chwilą coraz mocniej jęczał, a on bez przerwy trochę się ze mnie wysuwał i ponownie wbijał. Ja doszłam już do stanu orgazmu, czułam, jak moja cipka puszcza już swoje soki, jemu to jeszcze nie wystarczyło. Jeszcze dobra chwilę się we mnie wbijał, dopiero wówczas osiągnął swój stan maksymalnego podniecenia i wystrzelił swoimi sokami.

Wysunął się, ja zwinęłam się w fasolkę i jeszcze przez dłuższą chwilę „nie wiedziałam” na jakim świecie jestem. Otrzeźwiła mnie znowu szklaneczka drinka, który mi podął, poszłam do łazienki, umyć się. Dobrą chwilę stałam pod ciepłym natryskiem, bo już czułam podbrzusze po tych jego figlach. Owinięta w ręcznik ponownie wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego i przez chwilę tak leżeliśmy. Znowu podął mi szklankę, popatrzyłam na niego, on stwierdził, pij, pij, na pewno Ci nie zaszkodzi. Że mi nie zaszkodzi, to wiedziałam, ale czy będę w stanie utrzymać się na nogach, tego już nie wiedziałam.

Wypiłam, bo bardzo chciało mi się pić, odstawiłam ją na bok i ponownie, zwinięta w fasolkę, leżałam przy Jarku. Tym razem to on zaczął mnie gładzić po włosach, głaskał plecy. Wyprostowałam się i przylgnęłam do niego, jednocześnie nasze ręce zaczęły pieszczoty. Jego ręka zsunęła się poniżej wzgórka łonowego, bez problemów wyczuwając „koraliczek” łechtaczki. Ja ujęłam jego główkę i zaczęłam ją głaskać.

Na efekty tych naszych pieszczot nie trzeba było długo czekać. Moja cipka zrobiła się błyskawicznie wilgotna, a jego prącie szybko pęczniało. Kiedyś widziałam, jak puchnie komuś ręka po użądleniu osy. Tutaj było dokładnie to samo. Kilka ruchów, małe głaskanie i prącie już gotowe do dalszych działań. Jarek uniósł się na kolana, uniósł minimalnie moją głowę do góry i skierował ją w kierunku prącia. No i w tym momencie dokładnie przekonałam się, jak ono jest duże. Otworzyłam bardzo szeroko usta, a pomimo to ono ledwo się w nich mieściło. Jarek podtrzymując mi głowę od tyłu pomagał wprowadzić ją do ust, efekt był mizerny. Zmieściła się żołądź i niewiele więcej. Chcąc sobie pomóc, podparłam się jedną ręką, a drugą próbowałam dalej naprowadzić to prącie w usta. Poprawiło to sytuację w bardzo niewielkim stopniu. Po prostu dalej nie wchodziło. Uniosłam oczy, on też na mnie spojrzał i zrozumiał, chciałam zmienić pozycję. Lekko odsunął się, ja położyłam się na brzuchu, uniosłam głowę i podtrzymując te jego pałkę dostawiłam do ust. Sytuacja poprawiła się, ale w niewielkim stopniu.

Przy maksymalnie otwartych ustach udało mu się wsunąć nie więcej, niż połowę tej swojej pałki. Widząc, że dalej nie wejdzie, lekko ją wysunął, tak, że mogłam już językiem popieścić jego dziurkę. To go zadowoliło bo głośno jęknął, ale po chwili powiedział, połóż się, ja za chwilę wrócę. Rzeczywiście, po chwili wrócił, bo poczułam na swoim pośladku jego rękę i jednocześnie usłyszałam – rozciągnij pośladki.

Trochę zdziwiona odwróciłam głowę, ale w tym momencie poczułam na pośladku dosyć mocnego klapsa z jednoczesnym dyspozycją – Kurwa mać, przecież coś powiedziałem. Więc już nie zastanawiając się rozciągnęłam rękoma pośladki i poczułam w pupie najpierw coś zimnego,

a później coś śliskiego, co próbowało wsunąć się w moją pupę. Ponieważ było śliskie bez większych problemów przeszło przez „bramkę wejściową” i zaczęło mnie wypełniać. Kiedy już jakaś część tego była we mnie, Jarek powiedział, że mogę puścić ręce i mocno napierając wsuwał mi coraz głębiej?

Wyprostowałam ręce, ale w pewnym momencie poczułam to coś bardzo mocno, więc jęknęłam, Jarek skomentował, nie jęcz, bo i tak Ci to wpierdolę. I rzeczywiście, po chwili poczułam, że to coś już jest całkowicie w pupie, a ona zamknęła się. Wówczas jarek poprosił, abym zajęła pozycję na kolanach. Teraz już wiedziałam, będzie wchodził od tyłu. Ale jak to będzie, przecież „piętro wyżej” jest to coś.

Jego to jednak nie interesowało, przystawił swoją pałkę, którą tak starannie wypieściłam do cipki i przytrzymując ją prawą ręką, lewą chwycił mnie za biodro, jednocześnie mocno napierając. Jęknęłam głośno, główka weszła, więc on już obiema rękoma chwycił mnie za biodra i zaczął się we mnie wdzierać. Godzinę wcześniej bez żadnej wkładki miał problemy, aby we mnie wejść, więc teraz było to tym bardziej trudne.

On jednak tym się nie przejmował, komentując – przecież musze Cię wypierdolić, wsuwał się we mnie coraz mocniej. Ja miałam wrażenie, że za chwilę zostanę rozerwana. Mocno czułam sztywna wkładkę „na górnym piętrze” i mocno wdzierające się jego prącie. Miałam wrażenie, że za chwile zostanę rozerwana. Jarek wykonując systematycznie swoje pchnięcia w końcu wbił się we mnie całkowicie, a kiedy to zrobił, skomentował, no to teraz potańczymy.

Przesunął prawą rękę do przodu pod brzuch i palcem wskazującym znalazł łechtaczkę, mocno przyciskając go do jej „koralika”. Gdybym mogła, skoczyłabym na równe nogi. Przy takim napięciu emocjonalnym dotknięcie łechtaczki spowodowało obłędne moje podniecenie i wyjątkowo mocny skurcz mięśni oplatających pochwę. Wydarłam się, jak mogłam, on to skomentował, nie masz się co kurewko drzeć, i tak Cię rozpierdolę, wykonując mocniejsze i szybsze ruchy w łechtaczce.

Ten stan podniecenia spowodował, że jeszcze mocniej zaparłam się w niego, on to natychmiast wykorzystał, puścił łechtaczkę, chwycił mnie oboma rękoma za biodra i z niesamowitą siłą i szybkością zaczął się we mnie wbijać. I nie trwało to zbyt krótko. Ja już doszłam do bardzo mocnego orgazmu, wszystkie mięśnie były naprężone jak struny, oczy zaszły mi mgłą obłędu,

z gardła wydobywał się chrapliwe jęczenie, kiedy skończył.

Puścił mnie, opadłam na łóżko kompletnie w bezruchu. Jeżeli ktoś mówi, że znalazł się

w jakiejś sytuacji „w zaświatach”, to ja właśnie w tym momencie byłam w takim stanie. Trzymając się za dolną część brzucha i głęboko oddychając przezywałam jeszcze to wewnętrzne rozedrganie. Z tego letargu wybrudził mnie Jarek podając mi szklankę z piciem. Wypiłam ją całą, po czym zebrałam się i poszłam do łazienki. Stojąc pod prysznicem wyjęłam wkładkę z pupy. Okazało się, że był to odpowiednich rozmiarów korzeń marchwi elegancko „ubrany” w prezerwatywę, na końcu zawiązaną.

Owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju, stwierdzając, że na dzisiaj to koniec, bo ja jutro musze iść do pracy. Jarek zgodził się, mówiąc, przyjdź jutro, to dokończymy. Powiedziałam, dobrze, ubrałam się i wyszłam. Dojechałam do domu, położyłam się do łóżka i długo jeszcze czułam w sobie skutki tego spotkania. Jednak dopiero we wtorek rano przekonałam się o skutkach poniedziałkowego spotkania, bo bolało mnie całe podbrzusze.

Ponieważ w środę przed południem miałam lecieć do Hamburga, więc koło południa zadzwoniłam do jarka, mówiąc mu, że z racji „konsekwencji” spotkania z nim, a jednocześnie moich planów na środę, dzisiaj do niego nie przyjdę. Stwierdził, szkoda bo masz bardzo zgrabną pupę i ładną cipkę. Mam chęć na nich trochę poćwiczyć. Więc masz się zameldować po powrocie

z urlopu. Nie wiedziałam, jak mają wyglądać te jego „ćwiczenia” na mojej pupie i cipce, ale powiedziałam, dobrze i na tym się nasza rozmowa skończyła.

To spotkanie miało miejsce 13 sierpnia. Czy uznać tę trzynastkę za szczęśliwą. Może nie za szczęśliwą, co na pewno przyjazną, bo przezyłam coś bardzo wspaniałego. Czy po urlopie spotkam się z nim, nie wiem. Z jednej strony jestem ciekawa tych jego zapowiedzi, z drugiej zaczęłam się go trochę obawiać. Zobaczę. Jak się spotkam, to może opiszę.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

14 sierpnia 2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

posted by Anonse towarzyskie on Feb 7

Kuzynka Hania.

Jest takie powiedzenie – lepiej późno niż wcale. Okazało się, że może ono mieć zastosowanie również do zdobywania doświadczenia w seksie, a w tym przypadku do mojej kuzynki Hani.

Kto to jest Hania? Jest żoną mojego stryjecznego brata Wojtka. Mój tata miął brata i po nim jest syn Wojtek i jego żona Hania. Brat Taty był kilka lat młodszy od niego, tym sposobem Wojtek jest o całe 10 lat młodszy ode mnie, a jego żona Hania o 13 lat, czyli ma 36.

Właśnie oni zaproponowali mi wspólny wyjazd do Jastarni na przełomie sierpnia i września. Zawsze panowała między nami dobra atmosfera, tym bardziej, że jestem matką chrzestną Michała, ale pobyt w Jastarni bardzo nas do siebie zbliżył. Byłyśmy kilka razy wspólnie na basenie, gdzie

w szatni Hania bardzo zdziwiła się, kiedy zobaczyła moją wydepilowaną cipkę. Ponieważ Wojtek jest mól książkowy bardzo dużo chodziłyśmy wieczorami na spacery, rozmawiając o bardzo różnych sprawach.

Pewnego razu, kiedy siedziałyśmy sobie w kątku w kawiarni „Weranda”, sącząc dobre wino, Hania zapytała mnie, czy ta wygolona cipka oznacza, że uprawiam seks. Wyjaśniłam, że tak

i to w bardzo różnych formach. Omówiłam moje wyjazdy do Hamburga, ale poinformowałam ją też, że nie mam stałego partnera, ale na brak zbliżeń nie narzekam. Zaproponowałam, że jeżeli chce na ten temat porozmawiać, to możemy się umówić u mnie w domu, będziemy miały większe możliwości wymiany zdań. I właściwie na tym się w tym momencie ta nasza rozmowa skończyła.

Wróciliśmy do domu, każde z nas zajęło się swoimi sprawami zawodowymi i życiowymi. Ale w czwartek, 20 września Hania zadzwoniła do mnie do pracy, pytając, co robię w piątek wieczorem. Akurat nie miałam niczego w planie, poza opisywaniem przeżyć urlopowych, więc bez problemów zgodziłam się na spotkanie. Hania przyszła ok. 19-tej, informując, że Wojtek wyjechał na konferencje, wróci w sobotę, dzieci nie wymagają już opieki, więc ma czas na swobodne spotkanie.

Zasiadłyśmy w salonie przy ławie, przygotowałam lekka kolację, w kominku trzeszczały drewna, nalałam po drinku i zrobił się bardzo sympatyczny nastrój. Hania na początku zrelacjonowała wyjazd swoich dzieci za granicę, następnie zaczęła jakby wspominać wyjazd do Jastarni, ale czułam, że to nie o to chodzi. Ponieważ wysączyłyśmy już zawartość szklaneczek, ponownie je napełniłam, po czym patrząc Hani prosto w oczy stwierdziłam, że coś ją gryzie, więc niech mówi prosto z mostu, a nie owija w bawełnę. Hania popłakała się mówiąc, że jej się bardzo chce seksu, że w minionym tygodniu miała „dobre dni”, ale w żadnym z nich nie doszło do zbliżenia między nią a Wojtkiem.

Zapytałam, co znaczy, że jej się chce seksu. Wyjaśniła mi, że już dawno stwierdziła różnice w temperamencie między nią a Wojtkiem, że wówczas, kiedy ona ma te „dobre dni” nie zawsze dochodziło między nimi do większej liczby zbliżeń, niż jedno, czasami dwa. A ona miała chęć na więcej, że wcale nie rzadko myśli o „skoku w bok”.

Jak to usłyszałam, prawie skoczyłam do góry. Spytałam, co znaczy „dobre dni”, to znaczy, że Ty nie masz żadnego innego zabezpieczenia ? Kiwnęła głową, że tak. Więc wypijając prawie jednym haustem zawartość swojej szklanki, popatrzyłam jeszcze raz na nią i stwierdziłam – czy Ty się będziesz na mnie gniewała, czy nie, ale Ci mówię, że Wojtkowi się nie dziwię.

Wojtek jest przystojnym, wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną, bez brzucha, w miarę zadbany, a Ty co. Zaniedbana kura domowa. Przecież przyglądałam Ci się w Jastarni. Zaniedbana figura, włosy jak u Cioci Kloci, zdecydowanie za dużo kilogramów, wystający pofałdowany brzuch. Ani przyzwoitej, seksownej bielizny, ani jakiejś atrakcyjnej koszulki nocnej, tylko flanelowy barchan, ani żadnych kosmetyków. Niby wykształcona kobieta, a babul.

Stwierdziłam - chcesz, to Ci pomogę, ale musisz się wziąć za siebie. Uśmiechnęła się, mówiąc, że na pewno weźmie się za siebie. Nie wiem, co spowodowało moją reakcję, być może ilość wypitego alkoholu, ale stwierdziłam, jak Ci chłop nie starcza, to trzeba się inaczej ratować, rozbieraj się. Spojrzała na mnie, a ja patrząc na nią powtórzyłam, no na co czekasz, rozbieraj się.

Zdjęła bluzkę, patrzy na mnie, a ja pokazuje ręką, dalej, zdjęła spodnie, ja to samo. Została w staniku, majtkach i skarpetkach. Ja pokazuję, że dalej, więc już nie zastanawiając się zdjęła resztę. Stanęła, podeszłam do niej i ściskając fałd tłuszczu na brzuchu zapytałam – co to jest ?

Chwytając kłębiące się włosy łonowe zadałam to samo pytanie. Pokazałam ręką, mówiąc jednocześnie – chodź i poszłyśmy do mojej sypialni. Tam kazałam jej położyć się na łóżku, sama weszłam do łazienki, wziąłem ręcznik, nożyczki, po czym podłożyłam jej ręcznik pod biodra

i klękając obok ostrzygłam ją. Nie za krótko, aby ją pozostałe włosy nie kłuły, ale dosyć mocno. Kiedy skończyłam, pokazałam, że ma unieść biodra, wysunęłam ręcznik, polecając jej, aby poszła się umyć?

Ten ręcznik wrzuciłam do brudów, a kiedy Hanka się już umyła, podałam jej czysty, polecając, aby poszła i położyła na łóżku. Sama otworzyłam szafkę, gdzie mam swoje „zabawki”

i przez dłuższą chwile zastanawiałam się, co mam dla niej wybrać.

Zawsze, jak jeżdżę za granicę, to odwiedzam „odpowiednie sklepy” i albo coś kupuję od razu, albo biorę sobie ich katalogi i zamawiam po powrocie do domu. Tym sposobem zgromadziłam już „kolekcję” ponad 60 zabawek. W ostateczności wybrałam nieco większy wibrator nazywany przeze mnie „Mikołajem” bo sprawiłam go sobie na któreś Mikołajki. Jest to bardzo realistyczny penis, miękki i delikatny, w kolorze skóry z delikatnym zarysem żyłek. Miał on 19cm długości i 4cm średnicy. Owinęłam go w mały ręczniczek i podeszłam do łóżka. Delikatnie pogłaskałam Hankę od góry do dołu, kiedy byłam na wysokości wzgórka łonowego, poleciłam jej, aby rozsunęła nogi, lekko uginając je w kolanach. Wówczas przesunęłam się między jej nogi, rozchyliłam ręką płatki jej cipki i sięgnęłam po przygotowanego pomocnika. Hanka uniosła głowę, ale wręcz krzyknęłam na nią – leż, po czym wolniutko zaczęłam wsuwać jej tego penisa.

W pierwszej chwili jęknęła, ale za moment już się rozluźniła, więc wsunęłam jej jeszcze dalej i włączyłam wibrator. Znowu próbowała się unieść, ale tylko spojrzałam, poleciłam, wyrzuć ręce za głowę, włączyłam mu mocniejsze wibrowanie i zaczęłam go wbijać jej do końca. Długo nie wytrzymała, zaczęła jęczeć, coraz głośniej i głośniej, aż w pewnym momencie zaczęła unosić i opuszczać biodra, ja systematycznie jej wsuwałam i wysuwałam, aż prawie krzycząc doszła do orgazmu.

Wówczas wysunęłam go z niej, wstałam i poszłam naszykować drinka. Kiedy wróciłam, siedziała, mocno rękoma ściskając kolana. Podałam jej szklankę, pytając, jak było. Uśmiechnęła się tylko, mówiąc, że dobrze. Spojrzała, pytając, skąd ja to mam, żartując, stwierdziłam, że z „wykopalisk” i dopiłam szklankę. Wstałam i poszłam do łazienki naszykować następny „zestaw” Kiedy już miałam gotowy, poprosiłam ją, aby do mnie przyszła. Widząc, że też dopiła poprosiłam ja, aby wstała i poszła za mną.

Poszłyśmy do łazienki, poprosiłam ja, aby zajęła miejsce na podłodze i wypięła pupę. Kiedy to zrobiła, wpompowałam w nią całą gruszkę wody, po czym poprosiłam, aby się położyła i chwilę leżała a następnie wypróżniła się. Tak przemyłam ja trzy razy, a kiedy już była umyta, poprosiłam, aby, stojąc, pochyliła się. Wówczas wsunęłam jej w pupę fragment penisa analnego z klasyczną główką i stopką w formie fragmentu jąder. Nie był on zbyt duży, 14 x 4 cm, po czym poleciłam jej wyprostować się i od przodu wsunęłam jej silikonowego penisa – wibratora. Również nie był on zbyt duży, 14 x 4 cm zakończony płaską stopką. Wibrator uruchamia się przez przycisk w stopce. Dlatego w tym momencie podstawiłam jej stołek, nakryłam ręcznikiem i poleciłam, aby usiadła. Wówczas Hanka stwierdziła, że jeszcze nigdy czegoś takiego w pupie nie miała, na co ja odpowiedziałam, że zawsze coś jest po raz pierwszy.

Opierając się rękoma o krawędź stołka, systematycznie opuszczała się, aż w pewnym momencie prawie nie wyskoczyła do góry. Przewidziałam to, więc stojąc przed nią przytrzymałam za ramiona, aby ponownie usiadła. Po prostu całkowicie usiadła na stołku i włączył się wibrator. Ponownie opuściła się mocno rozszerzając nogi i lekko pochylając się do przodu,

a jednocześnie coraz mocniej pojękując. Aż przyszedł moment, kiedy wibrująca w niej pałeczka zrobiła swoje i zaczęła głośno jęczeć osiągając orgazm.

Pozwoliłam jej wstać, aby poszła się umyć. Ale kiedy ona się myła, wpadłam na pomysł urządzenia jej „chrztu bojowego” pupy. Kiedy przyszła, dostała następna szklankę drinka, trochę mocniejszą, aby się jeszcze bardziej rozluźniła. Spytałam, jak tam, popatrzyła śmiejącymi się oczami, mówiąc dobrze i fajnie. Była już chyba trochę rozluźniona przez drinki, bo stwierdziła,

że słyszała o takich „urządzeniach” ale nie wiedziała, skąd je wziąć i jak się za to zabrać.

Widząc, że „puszcza farbę” zapytałam ją, co robiła, jak jej się chciało seksu, a nie miała zbliżenia z Wojtkiem. Stwierdziła, że nic, tylko bardzo często miała „głupie” sny, np. że ją napadło trzech mężczyzn i brutalnie zgwałciło, albo że ją jakiś mężczyzna najpierw pobił, a następnie zgwałcił. Jak sama stwierdziła, takich bardzo dziwnych snów miała bardzo dużo i wręcz czasami zastanawiała się, czy to jest w ogóle możliwe.

W tym momencie pomyślałam sobie, o Ty naiwna, nie takie rzeczy są możliwe. Ale nie dałam po sobie znać, że coś na ten temat wiem, natomiast przystąpiłam do dalszej realizacji swojego planu.

Powiedziałam jej, że ponieważ nie ma jeszcze doświadczenia z pupą, to powinna go nabrać, dlatego teraz ponownie się zabawimy. Poprosiłam ja, aby poszła ze mną do łazienki, tam wyjęłam

z szafki chustkę, aby zawiązać jej oczy. Przecież się może przestraszyć, jak zobaczy, co jej szykuję. Kiedy już sprawdziłam, że nic nie widzi, posadziłam ją na stołku, po czym poszłam do szafki

i wyjęłam z niej wkładkę analną nazywaną przeze mnie Gęsią Szyją, bo ma ładną penisową główkę i jest lekko pochylona do przodu.

Ma długości 18 cm, ale główka ma średnicy 4,5cm a przy nasadzie 7,5cm. Mocno ją nakrzemowałam, poprosiłam Hanie aby się lekko uniosła i rozsunęła pośladki. Wsunęłam jej ta główkę pod dziurkę, mówiąc, siadaj. Oparła się, poczuła opór, chciała się unieść, ale stojąc za nią naparłam na jej ramiona, zdecydowanym głosem mówiąc – siadaj. Usiadła, główka się schowała

i zaczęła pochłaniać dalszą jej część. Doszła do połowy, mówiąc, że już ja bardzo mocno rozpiera. W tym momencie odwiązałam jej oczy i patrząc na nią stwierdziłam, że wiem, ale ma się jeszcze opuszczać. Oparłam się mocno na jej ramionach i gniotąc ją z góry mówiłam – no wpuszczaj tę główkę w siebie.

Kiedy następnym razem jęknęła, że już czuję go bardzo głęboko i chyba już dalej nie wejdzie, ja przełożyłam ręce przez jej ramiona, dotknęłam piersi, złapałam za brodawki i mocno ścisnęła.

To oczywiście boli, więc Hanka puściła krawędzie stołka, na którym się opierała, aby złapać moje ręce. W tym momencie wbiła się do końca i miała tę Gęsia Szyję w sobie. Popatrzyła na mnie, a ja stwierdziłam, jak widzisz, zmieściła się. Obeszłam ją w koło, pogładziłam już delikatnie po piersiach i zaczęłam spuszczać swoją rękę poniżej wzgórka łonowego, wyczułam jej szparkę, „koralika” łechtaczki i zaczęłam go drażnić. Hanka w tym momencie chyba zapomniała o pupie, bo zaczęła jęczeć w narastającym podnieceniu powodowanym pieszczotami łechtaczki. Te pieszczoty narastały, aż doprowadziłam ją do orgazmu. Kiedy już cała trzepotała się w pełnym orgazmie, puściłam ja mówiąc, idź się oswobodź i umyj.

Po powrocie dałam jej następną szklankę drinka, a ona do mnie, że to było fajne, a tą Gęsią Szyję poczuła naprawdę głęboko o było to dla niej pierwsze takie przeżycie. Wówczas znowu, jak to ja, czasami coś szybciej powiem, niż pomyślę, stwierdziłam, że jak chce, to może zarówno w pupie, jak i w cipce wcale nie mniejsze naturalne „wkładki”.

Powiedziałam jej, masz 36 lat, tyle samo, ile ja miałam, kiedy zaczynałam swobodny seks. Rozumiem Twój temperament i mogę Ci pomóc, ale to Ty musisz podjąć decyzję. Jest przecież problem Wojtka. Hania patrząc na mnie stwierdziła, on wiecznie siedzi w książkach, teraz często wyjeżdża na różne konferencje, dam sobie radę. Rzeczywiście, Wojtek jest pracownikiem naukowym na jednej z uczelni i to chyba niezłym. Dlatego bardzo często jest zapraszany na różne konferencje w kraju, ale miał już wcale nie mało wyjazdów zagranicznych.

Stwierdziłam, jak jest taka Twoja decyzja, to dobrze, ale – tutaj masz adres do mojej koleżanki, która jest lekarzem – ginekologiem, umów się, ona Cię zbada, przedyskutuje z tobą kwestię środków ochronnych. Druga kwestia, masz w domu trochę zacząć zwracać uwagę na dietę. Trzecia kwestia, to ruch. Od przyszłego tygodnia, we wtorki i czwartki jeździsz ze mną na basen. Kończąc spytałam – zgoda, odpowiedziała, zgoda.

Tak rozmawiając z nią znowu mi wpadł do głowy pomysł i nawet nie przypuszczałam, że tak łatwo go zrealizuję. Powiedziałam jej, to dobrze, mamy wszystko uzgodnione, teraz masz ode mnie „deser”. Kiwnęłam głową – chodź. Poszłyśmy do łazienki, tam jej ponownie zawiązałam oczy, wyjęłam z szafki kajdanki, złączyłam jej ręce, kazałam uklęknąć, po czym drugą para kajdanek przypięłam jej ręce podłogi. Nawet nie pamiętam, skąd tam się wziął ten haczyk. Sprawdziłam, żeby szeroko rozsunęła nogi, po czym wzięłam z szafki skórzany pejcz, z bardzo miękkiej skóry. Ma on długość 70cm, rękojeść w kształcie penisa o długości 18cm i średnicy 4cm. Duża miękkość poszczególnych rzemieni zapewnia odpowiednie doleganie do ciała. pejcza Specjalnie nie zastanawiając się zbyt długo, zamachnęłam się i uderzyłam ja prosto w rowek. Krzyknęła i wyprostowała nogi. W tym momencie dosyć zdecydowanym głosem powiedziałam, nogi do góry, to jest kara za to, że jesteś taka zaniedbana i utuczona. Nie zdążyłam dokończyć tego zdania, kiedy Hanka podciągnęła nogi i dostała następnego bata w środek pupy po dwa następne wylądowały na pośladkach i ponownie dwa równo w rowek.

Odłożyłam pejcza, wypięłam ją z kajdanek, po czym odsłaniając jej oczy powiedziałam,

że będzie dostawała takie lanie, jak nie weźmiesz się za siebie. Myślę, że na dzisiaj masz dość. Skinęła głową, że tak, szeroko rozstawiając nogi przeszła do salonu, tam się ubrała, ja w tym czasie nalałam po drinku i podając jej, stuknęłyśmy się, no to za to nasze pierwsze spotkanie, myślę, że nie ostatnie. Hanka uśmiechnęła się, mówiąc – na pewno nie.

Zadzwoniłam po taksówkę, wsiadła i pojechała do domu, natomiast mnie zaczęło nosić. Wypiłyśmy prawie butelkę wódki, więc byłam mocno rozluźniona i te zabiegi wobec Hanki spowodowały, że moja cipka też dopominała się zaspokojenia. Ale nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Nagle olśnienie. Będąc ostatnio w Hamburgu wypatrzyłam sobie duży, czarny wibrator

– Duży Dong. Pod moja nieobecność przyszła paczka z tym wibratorem i jeszcze kilkoma innymi zamówionymi „zabawkami”.

Szybko rozpakowałam paczkę, wyjęłam ten wibrator i zrobiło mi się trochę słabo. Na półce sklepowej nie wyglądał tak groźnie, jak teraz. Był to żelowy wibrator o rozmiarach 23cm długości

i 4,5 cm średnicy, szczęśliwie równy do końca. Wyszłam jednak z założenie, że jeżeli kupiłam, to powinnam spróbować. Rozebrałam się w sypialni, poszłam do łazienki, mocno go nakremowałam, po czym ponownie wróciłam do sypialni, ustawiłam go na stołku przed toaletką, mam wówczas takie miejsce, że widzę się z przodu i z tyłu.

Uniosłam się bardzo wysoko na palcach i wciskając go pod siebie ledwo wprowadziłam główkę do cipki. Ale w tej pozycji zbyt długo nie ustałam, po chwili zdrętwiały palce u nóg

i zaczęłam opuszczać się na stopy. To spowodowało moje wbijanie się na niego. Miałam wrażenie, że za chwilę mnie rozerwie, tak się rozpierał na boki. W końcu stanęłam na nogach, mając w sobie może połowę jego długości.

Wówczas zaczęłam uginać nogi i systematycznie pochłaniać go w sobie. Patrząc z zewnątrz miałam wrażenie, ze zostało jeszcze ze 3cm, jak zaczął stawiać mocny opór. Wówczas wstałam, podtrzymując go w sobie przykucnęłam, po czym podpierając się rękoma wysunęłam całkowicie nogi do przodu. Po pewnym czasie, na skutek zmęczenia, ręce zaczęły coraz bardziej drżeć,

aż w końcu omdlały, a ja ciężarem swojego ciała wbiłam się na niego do końca.

Chwilę odpoczęłam, po czym ponownie uniosłam się na rękach i jeszcze raz mocno opuściłam się, wbijając się na niego jeszcze bardziej. Ten wibrator miał wmontowany w stopkę przycisk uruchamiający wibrację po odpowiednim przyciśnięciu. Widocznie tym razem odpowiednio mocno się wbiłam, bo zaczął działać.

Chwyciłam się rękoma za brzuch, bo myślałam, że ze mnie wyskoczy. Wyraźnie było czuć, jak przechodzą mnie „mrówki” od dołu do góry, powodując mocne drżenie czubka. Czubek był oparty na wejściu do szyjki macicznej i każdy taki impuls powodował coraz mocniejsze moje podniecenie. Aż podnieciłam się całkowicie przyszły mocne skurcze brzucha, a z cipki wypłynęła struga moich soków.

Posprzątałam i poszłam spać. Tak zakończyło się to moje dziwne spotkanie z kuzynką Hanką. Nie bardzo wiem, jak będą wyglądały następne, ale myślę, że jak będą, to je opiszę.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

21 września 2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

posted by Anonse towarzyskie on Jan 21

 zd28.jpgzd49.jpg

Powiedzonka.

 

Są takie powiedzonka – „Podwójnie lepiej trzyma” , „Do trzech razy sztuka” i „Kto rano wstaje, …”. Mają one zastosowanie w różnych sytuacjach. Tym razem znalazły w moim zdarzeniu.

Mam siedzący tryb pracy. Inne zajęcia, to też „nasiadówki”. Dlatego systematycznie chodzę

w tygodniu na ćwiczenia rekreacyjne. Natomiast w sobotę, jeśli są ku temu warunki, wybieram się na przejażdżkę rowerową. Dzisiejszej soboty obudziłam się, jak zwykle, po szóstej, spojrzałam za okno, a tam za oknem prawie zima, 3 stopnie powyżej zera. Stwierdziłam, że w taką zimę to ja chyba nie bardzo mam chęć na rower, tym bardziej, że miałam jeszcze w głowie trochę „zmęczenie” po wczorajszej zabawie z Hanką, więc ponownie położyłam się do łóżka i o dziwo usnęłam. Obudziłam się była dziewiąta. Pogoda za oknem nie poprawiła się postanowiłam pójść na basen.

Było kilka minut po dziesiątej, kiedy weszłam do ośrodka, przywitała mnie znana mi kasjerka Bożena oraz nasza sympatyczna Pani Wiesława, sprzątaczka pilnująca porządku na tej mokrej części urządzeń. Zapytałam, czy duży tłok i kto jest na basenie. Usłyszałam, że tłoku

w ogóle nie ma, na basenie jest Krzysztof i Włodek, a w basenie cztery osoby.

Krzysztofa już znałam, był studentem AWF-u, prowadził zajęcia na siłowni lub miął dyżury jako ratownik. Tego drugiego nie znałam. Przebrałam się w kostium i weszłam na basen. Krzysztof zobaczył mnie i śmiejąc się głośno podszedł przywitać się. Dając mu sympatycznego buziaka stwierdziłam – tego „masażu” z maja to Ci nie zapomnę. A on na to – nie musisz zapominać, ale możemy dla utrwalenia go powtórzyć.

Uśmiechnęłam się tylko i podeszłam do basenu a w nim na środkowym torze ktoś „młócił” wodę delfinem. Stałam w narożniku basenu przy drabince, chwilę mu się przyglądając. On dopłynął do brzegu, przy którym stałam, wynurzył głowę i jak to się mówi, zawiesił przez dłuższą chwilę na mnie oko, po czym wziął nawrót i zaczął szybko płynąć kraulem. Widać było, że umie to robić.

Ja spokojnie weszłam do wody i zaczęłam „katować” tę swoją żabę. Przepłynęłam pierwszą długość basenu, wzięłam nawrót i dalej. Tak przepłynęłam spokojnie chyba ze sześć długości,

w tym czasie sąsiad na środkowym torze wyminął mnie chyba ze trzy razy i oboje spotkaliśmy się przy płytszej krawędzi basenu. Przez chwilę mnie obserwował, ale odbił się i popłynął. Ja też po chwili zaczęłam płynąć swoim tempem.

Kiedy ponownie dopłynęłam do brzegu stał na nim Krzysztof, mówiąc mi, że w ich pokoiku czeka na mnie filiżanka dobrej kawy. Uśmiechnęłam się tylko, bo wiedziałam, o co mu chodzi

i stwierdziłam, niech chwile ostygnie. Przepłynęłam ponownie dwie długości basenu, pomyślałam sobie, przecież już ponad dwa tygodnie „poszczę”, więc czemu nie skorzystać z okazji i widząc,

że stoi na jego brzegu podpłynęłam do narożnika, wychodząc wzięłam ręcznik i zaczęłam iść

w kierunku jego pokoju. Kątem oka spojrzałam, że „pływak” też dopłynął i mocno mi się przygląda.

Kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi pokoju służbowego ratowników Krzysztof objął mnie ramieniem, pochylił i mocno przywarł do moich ust. Biorąc krótkie oddechy pomiędzy poszczególnymi pocałunkami zsunął ze mnie kostium, po czym rozciągnął na podłodze mój duży, kąpielowy ręcznik, sugerując, abym zajęła pozycję od tyłu. Lubię ją, więc nie było problemu, po chwili wypięłam pupę, mocno rozsunęłam nogi, a on tylko na to czekał.

Wszedł we mnie bez problemów, poczułam go w sobie bardzo mocno, wykonał kilka ruchów, a ja już płynęłam, jeszcze kilka, a ja już jęczę w dużym podnieceniu. Aż przyszedł moment spełnienia i poczułam, jak mnie wypełnia. Po chwili uniosłam się i spytałam, gdzie ta kawa. Rzeczywiście, stała na biurku, wypiłam zawartość całej filiżanki jednym duszkiem, włożyłam kostium i wyszłam na basen.

Zaczęłam spokojnie pływać, o dziwo, „znajomy pływak” też jeszcze pływał, płynęliśmy w jednym kierunku, popatrzył na mnie, ja na niego, uśmiechnęłam się, on też i popłynął dalej. Po przepłynięciu następnych sześciu długości basenu ponownie zobaczyłam Krzysztofa na brzegu. Kiedy podpłynęłam, poinformował mnie, że jego kolega Włodek również miałby chęć wypić ze mną kawę. Uśmiechnęłam się, odbiłam od brzegu i zaczęłam płynąć.

No i tutaj ma zastosowanie pierwsze moje powiedzonko. Pomyślałam sobie, że „podwójnie lepiej trzyma”, więc po nawrocie podpłynęłam do narożnika basenu i biorąc z ławki ręcznik zaczęłam iść w kierunku pokoju ratowników. Włodek był zdecydowanie niższy, niż Krzysztof, objął mnie w pół i zaczął mocno całować. Po chwili poluzowując swój żelazny uścisk zaczął zsuwać ze mnie ramiączka od kostiumu. Kiedy zaczął opadać, dłużej nie czekałam, pomagając sobie ręką odłożyłam go na bok i rozłożyłam na podłodze ręcznik, zajmując na nim pozycję od tyłu.

Włodek błyskawicznie zsunął szorty i ujrzałam stojącą na baczność jego pałkę. Ponieważ ujął ja w dłoń nie miałam możliwości oceny jej wielkości. Przekonałam się za chwilę, że nie jest to standardowe prącie. Pomimo, że byłam już trochę podniecona, poczułam, jak mocno we mnie się wdziera, jak mnie wypełnia. Chwycił mocno za biodra i wbił się do końca. Ja już jęknęłam, czując go mocno w sobie. Widać było, że jest doświadczonym „graczem” bo wysuwał się wolno, po czym mocno wbijał się we nie.

Takie systematyczne wolne wysuwanie i szybkie wbijanie doprowadziło mnie do dużego poziomu podniecenia. Każde jego pchnięcie kwitowałam coraz głośniejszym pojękiwaniem,

a moment szczytowania, poprzedzony mocnymi skurczami brzucha, już dosyć głośnym jękiem. Wysunął się, a już na nic nie czekają, błyskawicznie założyłam kostium i pobiegłam do basenu.

W momencie, kiedy chciałam do niego wejść, właśnie zaczął z niego wychodzić znajomy mi „pływak”. Staliśmy na przeciwko siebie i przez dłuższą chwilę przyglądaliśmy się sobie.

Był to średniego wzrostu mężczyzna, no o dobrą głowę wyższy ode mnie, pięknie zbudowany. Na takie ręce i nogi mówił się „żylaste”, bo twarde, widać było, że nie ma tam ani grama tłuszczu. Klatka piersiowa lekko owłosiona, twarz lekko podłużna z wyraźnie zarysowaną linią brwi. W pewnym momencie uśmiechnął się, odsunął, a ja wsunęłam się do basenu.

Przez chwilę wisiałam na korytku przy brzegu, odpoczywając po zbliżeniu z Włodkiem, patrząc jednocześnie, jak „pływak” znika w drzwiach szatni. Puściłam się i zaczęłam pływać. Chyba zrobiłam dwie długości basenu, płynę w kierunku brzegu, patrzę, a na nim stoi Krzysztof

i mój znajomy pływak. Kiedy dopłynęłam, Krzysztof zapytał mnie, czy bym nie wypiła „trzeciej kawy” i jego znajomym z Niemiec.

Spojrzałam się, na pewno robiąc duże oczy, uśmiechnęłam, po czym mówiąc – zastanowię się i odpłynęłam. Przepłynęłam tam i z powrotem, a płynąc przyszła mi na myśl drugie moje cytowane powiedzonko, przecież „Do trzech razy sztuka”. Kiedy dopłynęłam, powiedziałam do Krzysztofa, że zgoda, ale jeszcze chwilę popływam. Przepłynęłam jedną długość basenu, wracam, patrzę, a oni stoją i trzymają w ręku kubek z kawą.

Już nie miałam wyjścia, podpłynęłam do narożnika, podeszłam do nich, on się przedstawił

– Wilhelm, zdziwił się, kiedy odpowiedziałam mu po niemiecku, jednocześnie chwaląc jego pływanie. Tak weszliśmy do pokoju ratowników, kiedy ja się rozbierałam, on mi powiedział, że jest z Berlina, tutaj przyjechał w interesach, że będzie za trzy tygodnie i chętnie by mnie zaprosił na kolację.

Kiedy on to mówił, ja rozłożyłam ręcznik, zajęłam pozycję na kolanach i wypięłam pupę. Katem oka zerknęłam na niego, kiedy zsuwał szlafrok i podejrzewam, że w jednej chwili oczy zrobiły mi się jak talerze. Kiedy za mną klękał ujrzałam sterczącą gruba pałę. I wcale się nie pomyliłam. Moment, kiedy się we mnie wdzierał, już skwitowałam głośnym jękiem, a każde następne jego pchnięcie tylko ten jęk potęgowały.

I tu nastąpiło coś, czego nie przewidziałam. Kilka jego bardzo mocnych pchnięć spowodowało, że ja już dostałam orgazm, już mi po podbrzuszu latają mrówki, a on nic, tylko się wbija. Kiedy zaczęłam już prawie krzyczeć on zaczął mnie pytać – przyjdziesz czy nie przyjdziesz. Od tego momentu każdemu jego pchnięciu towarzyszyło to samo pytanie. Powtórzył je jeszcze kilka razy, aż wreszcie, kiedy już ze mnie ciekły prawie ciurkiem soki, a brzuch bolał w potwornym skurczu orgazmu krzyknęłam, że tak.

Wykonał jeszcze kilka ruchów i poczułam, jak mnie wypełnia. Miałam wrażenie, że jest tego bardzo dużo. Kiedy się tylko wysunął, podniosłam się, owinęłam w ręcznik, wzięłam z krzesełka kostium i wyskoczyłam z pokoju. Już nie wchodziłam do basenu, szłam prosto do szatni, ale szlam, słaniając się na nogach, bo cały brzuch jeszcze falował po jego zbliżeniu. Podatkowym wrażeniem była spływająca mi po nogach „jego śmietanka”.

Usiadłam na ławce, cała trzęsąca się. Ale nie z zimna. Trzęsło mną to wewnętrzne przeżycie, którego doznałam po tym zbliżeniu. Czułam, jak wyciekają ze mnie jego soki, ale miałam wrażenie, że rozlewają się po całym moim ciele. Dłuższą chwile to trwało, za nim zdołałam wejść pod prysznic. Umyta i ubrana wychodzę z ośrodka i dopiero w tym momencie ujrzałam stojące na parkingu BMW X3. Nie miałam przez moment wątpliwości, czyje jest tw „fura”. Ale pomyśłałąm, właściwie po co byłaby mi potrzebna taka „fura”, popatrzyłam i stwierdziłam, że moja Renóweczka, jak na moje potrzeby jest w zupełności wystarczająca.

Wróciłam do domu, zjadłam śniadanie i siedząc przy kawie przyszło mi na myśł trzecie powiedzenie – „Kto rano wstaje ten ma to, co mu podaruje los”. Mnie podarował bardzo miłe przedpołudnie.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

 

Niedziela, 22 września 2007r

posted by Anonse towarzyskie on Jan 21

zd54.jpg

Poprawka u Jarka.

 

Podczas sobotniej wizyty u mojej koleżanki – lekarki umówiłam się na spotkanie

w niedzielę u Jarka. Jest to wysoki, około 190cm wzrostu mężczyzna z którym odbyłam jedno zbliżenie. Jedno, ale nie byle jakie, bo aby zmierzyć jego prącie w stanie podniecenia musiałam przełożyć trzy razy dłonie i tak nie starczyło, zmierzyłam w domu dłonie i wyszło mi około 20cm. .

Zaproponował poprawkę w poniedziałek. Zgodziłam się, ale dopiero w domu zastanowiłam się, co ja właściwie zrobiłam. Przecież po tym jednym zbliżeniu już czuje mocno cipkę, a co będzie jutro. Ale co się zastanawiać, co będzie jutro. Więc w poniedziałek po pracy postarałam się w miarę szybko pozałatwiać wszystkie swoje sprawy, przyjechałam do domu, dobrze umyłam się, wsiadłam w taksówkę i pojechałam na miejsce.

Był to 13 sierpnia. Zastanawiałm się, czy ta trzynastka będzie pomyślna dla mnie, czy nie ? Jarek już na mnie czekał, powitał mnie „cześć Szprotka”, więc bez zbędnych ceregieli rozebrałam się, przeszliśmy do sypialni, patrzę, a on już gotowy do zbliżenia. Za nim zaczęliśmy nasze pieszczoty poczęstował mnie przygotowanym już drinkiem. Miałam wrażenie, że jest dosyć mocny, ale nie to było w tym momencie istotne.

Lubię pozycję od tyłu i uznałam, że będzie ona najlepsza „na rozruch” wiec weszłam na łóżko i wypięłam pupę, on po chwili już był za mną i za moment poczułam, jak próbuje we mnie wejść. Tak to trzeba powiedzieć, bo nie było to takie proste. Cipka już na samą myśl spotkania

z nim puściła soki, a pomimo to opór był znaczny. Kiedy go pokonywał, już jęknęłam. Czułam, jak do niej przylgnął, jak naparł i jak przy każdym pchnięciu systematycznie zdobywa jej wnętrze, czułam na tyle mocno, że każde jego pchnięcie „zatwierdzałam” pojękiwaniem.

Trzymając mnie mocno rękoma za biodra kawałek po kawałku wsuwał się z moje wnętrze.

Właśnie ze względu na tę jego wielkość to wypełnianie sprawiało niesamowite wrażenie. Nie dość, że czułam, jak przesuwa się do środka, to jeszcze ten moment rozpierania się na boki.

Po kilku pchnięciach poczułam go już bardzo głęboko w sobie, ale miałam świadomość,

że to nie jest koniec, że on jeszcze mnie nie wypełnił. Potwierdziły to następne pchnięcia, które czułam, jak by miał ochotę przebić mi cipkę i wyjść gdzieś pod brodą. Krzyknęłam, jest mocno, na co on stwierdził, że to dobrze, bo za chwilę będzie jeszcze lepiej. I rzeczywiście, kilka następnych jego pchnięć, ja już jęczałam bardzo mocno, doprowadziły do tego, że jego biodra oparły się już

o moje.

To był początek. Teraz nastąpiła faza właściwa. Mając mnie już całkowicie wypełnioną,

z mistrzowską precyzją zaczął wysuwać się i wsuwać. Muszę powiedzieć, że był w tym perfekcjonistą, bo zaczął od kilku delikatnych pchnięć, po których zaczęły następować coraz dłuższe, coraz energiczniejsze pchnięcia.

Ja w tym momentach zaczynałam przechodzić na coraz to wyższe tonacje jęczenia, które świadczyły o coraz to wyższym stopniu podniecenia. I tutaj nastąpił pewien klincz. Ja już przeszłam w stan prawie krzyku, osiągając pełny orgazm, a u niego jeszcze takich objawów nie było. Trwało to jeszcze dobrą chwilę, za nim i on osiągnął swój stopień maksymalnego podniecenia. Moment wytrysku ja skwitowałam naprawdę głośnym krzykiem.

Poszedł się umyć, a ja opadłam na łóżko w bezwładzie rozkoszy. Czułam go jeszcze bardzo mocno w sobie, czułam to wspaniałe pulsowanie mięsni brzucha. Leżałam z zamglonymi oczami na łóżku, jakby nieobecna w realnym świecie. Jarek jednak szybko przywrócił mnie do tego realnego świata, podając mi szklaneczkę z zimnym napojem. Z dużą przyjemnością wypiłam jej znaczną część i poszłam się umyć. Jeszcze pod natryskiem czułam, jak pulsują moje mięśnie.

Umyta i owinięta w ręcznik wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego, długo patrząc na jego sylwetkę. To był naprawdę bardzo dobrze zbudowany mężczyzna. Ten przyjemny widok spowodował, że ręce moje zaczęły go pieścić. Przesuwałam wolniutko ręce po jego obrośniętej klatce, delikatnie głaskałam brzuch, aż doszłam do jego wzgórka łonowego. Można powiedzieć, że „przeczesałam” mu futro, po czym zająłem się jego prąciem. Ja nie wiem, jak on to zrobił, ale kilka moich głaskaniach, kilka ruchów zsuwających napletek z żołądzi i już poczułam jak pęcznieje. Zbliżyłam swoje usta i kilka razy go oblizałam. W tym momencie dokładnie mu się przyjrzałam. On po prostu na prawdę był duży. Mając twarz tak blisko tego prącia jeszcze kilka razy je polizałam. Trzymając je w ręce poczułam, że jest bardzo twarde. Spojrzałem na Jarka, podął mi szklaneczkę, wypiłam sporo, po czym powiedział, połóż się. Rozłożyłam się swobodnie, szeroko rozsuwając nogi, a on już przymierzał się do tego, aby we mnie wejść. Na szczęście, tak, jak poprzednim razem, robił to bardzo delikatnie. Najpierw weszła sama główka, w tym momencie rozstawił nade mną „namiot” ze swojego tułowia, z boku mojej twarzy wylądowały ręce, jak dwa słupy telegraficzne, po czym zaczęło wbijanie się we mnie. Trzeba przyznać, że znowu robił to wyjątkowo delikatnie. Czułam minimalne naprężenie, kiedy we mnie wchodził.

Leciutko cofał się i napierał. Kiedy już wszedł większą częścią, te ruchy zaczęły być coraz bardziej intensywne. Natomiast mocno zaczęło być, kiedy już poczuł opór szyjki. Był to sygnał, że on mnie już wypełnił, ale samemu jeszcze się nie zmieścił. No i teraz dopiero zaczęło się wbijanie. Jego ruchy zaczęły być coraz szybsze i mocniejsze. Ja wyrzuciłam ręce za siebie i kręcąc głową raz w jedną, raz w drugą stronę byłam w stanie tylko jęczeć na skutek narastającego podniecenia.

A ono dawało coraz bardziej o sobie znać, formując moje podbrzusze w pralkę na skutek kurczących się mięśni, które jeszcze mocniej obkurczały się na jego prąciu. To znowu powodowało, że czułam go coraz mocniej w sobie. I tak z każdą chwilą coraz mocniej jęczał, a on bez przerwy trochę się ze mnie wysuwał i ponownie wbijał. Ja doszłam już do stanu orgazmu, czułam, jak moja cipka puszcza już swoje soki, jemu to jeszcze nie wystarczyło. Jeszcze dobra chwilę się we mnie wbijał, dopiero wówczas osiągnął swój stan maksymalnego podniecenia i wystrzelił swoimi sokami.

Wysunął się, ja zwinęłam się w fasolkę i jeszcze przez dłuższą chwilę „nie wiedziałam” na jakim świecie jestem. Otrzeźwiła mnie znowu szklaneczka drinka, który mi podął, poszłam do łazienki, umyć się. Dobrą chwilę stałam pod ciepłym natryskiem, bo już czułam podbrzusze po tych jego figlach. Owinięta w ręcznik ponownie wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego i przez chwilę tak leżeliśmy. Znowu podął mi szklankę, popatrzyłam na niego, on stwierdził, pij, pij, na pewno Ci nie zaszkodzi. Że mi nie zaszkodzi, to wiedziałam, ale czy będę w stanie utrzymać się na nogach, tego już nie wiedziałam.

Wypiłam, bo bardzo chciało mi się pić, odstawiłam ją na bok i ponownie, zwinięta w fasolkę, leżałam przy Jarku. Tym razem to on zaczął mnie gładzić po włosach, głaskał plecy. Wyprostowałam się i przylgnęłam do niego, jednocześnie nasze ręce zaczęły pieszczoty. Jego ręka zsunęła się poniżej wzgórka łonowego, bez problemów wyczuwając „koraliczek” łechtaczki. Ja ujęłam jego główkę i zaczęłam ją głaskać.

Na efekty tych naszych pieszczot nie trzeba było długo czekać. Moja cipka zrobiła się błyskawicznie wilgotna, a jego prącie szybko pęczniało. Kiedyś widziałam, jak puchnie komuś ręka po użądleniu osy. Tutaj było dokładnie to samo. Kilka ruchów, małe głaskanie i prącie już gotowe do dalszych działań. Jarek uniósł się na kolana, uniósł minimalnie moją głowę do góry i skierował ją w kierunku prącia. No i w tym momencie dokładnie przekonałam się, jak ono jest duże. Otworzyłam bardzo szeroko usta, a pomimo to ono ledwo się w nich mieściło. Jarek podtrzymując mi głowę od tyłu pomagał wprowadzić ją do ust, efekt był mizerny. Zmieściła się żołądź i niewiele więcej. Chcąc sobie pomóc, podparłam się jedną ręką, a drugą próbowałam dalej naprowadzić to prącie w usta. Poprawiło to sytuację w bardzo niewielkim stopniu. Po prostu dalej nie wchodziło. Uniosłam oczy, on też na mnie spojrzał i zrozumiał, chciałam zmienić pozycję. Lekko odsunął się, ja położyłam się na brzuchu, uniosłam głowę i podtrzymując te jego pałkę dostawiłam do ust. Sytuacja poprawiła się, ale w niewielkim stopniu.

Przy maksymalnie otwartych ustach udało mu się wsunąć nie więcej, niż połowę tej swojej pałki. Widząc, że dalej nie wejdzie, lekko ją wysunął, tak, że mogłam już językiem popieścić jego dziurkę. To go zadowoliło bo głośno jęknął, ale po chwili powiedział, połóż się, ja za chwilę wrócę. Rzeczywiście, po chwili wrócił, bo poczułam na swoim pośladku jego rękę i jednocześnie usłyszałam – rozciągnij pośladki.

Trochę zdziwiona odwróciłam głowę, ale w tym momencie poczułam na pośladku dosyć mocnego klapsa z jednoczesnym dyspozycją – Kurwa mać, przecież coś powiedziałem. Więc już nie zastanawiając się rozciągnęłam rękoma pośladki i poczułam w pupie najpierw coś zimnego,

a później coś śliskiego, co próbowało wsunąć się w moją pupę. Ponieważ było śliskie bez większych problemów przeszło przez „bramkę wejściową” i zaczęło mnie wypełniać. Kiedy już jakaś część tego była we mnie, Jarek powiedział, że mogę puścić ręce i mocno napierając wsuwał mi coraz głębiej?

Wyprostowałam ręce, ale w pewnym momencie poczułam to coś bardzo mocno, więc jęknęłam, Jarek skomentował, nie jęcz, bo i tak Ci to wpierdolę. I rzeczywiście, po chwili poczułam, że to coś już jest całkowicie w pupie, a ona zamknęła się. Wówczas jarek poprosił, abym zajęła pozycję na kolanach. Teraz już wiedziałam, będzie wchodził od tyłu. Ale jak to będzie, przecież „piętro wyżej” jest to coś.

Jego to jednak nie interesowało, przystawił swoją pałkę, którą tak starannie wypieściłam do cipki i przytrzymując ją prawą ręką, lewą chwycił mnie za biodro, jednocześnie mocno napierając. Jęknęłam głośno, główka weszła, więc on już obiema rękoma chwycił mnie za biodra i zaczął się we mnie wdzierać. Godzinę wcześniej bez żadnej wkładki miał problemy, aby we mnie wejść, więc teraz było to tym bardziej trudne.

On jednak tym się nie przejmował, komentując – przecież musze Cię wypierdolić, wsuwał się we mnie coraz mocniej. Ja miałam wrażenie, że za chwilę zostanę rozerwana. Mocno czułam sztywna wkładkę „na górnym piętrze” i mocno wdzierające się jego prącie. Miałam wrażenie, że za chwile zostanę rozerwana. Jarek wykonując systematycznie swoje pchnięcia w końcu wbił się we mnie całkowicie, a kiedy to zrobił, skomentował, no to teraz potańczymy.

Przesunął prawą rękę do przodu pod brzuch i palcem wskazującym znalazł łechtaczkę, mocno przyciskając go do jej „koralika”. Gdybym mogła, skoczyłabym na równe nogi. Przy takim napięciu emocjonalnym dotknięcie łechtaczki spowodowało obłędne moje podniecenie i wyjątkowo mocny skurcz mięśni oplatających pochwę. Wydarłam się, jak mogłam, on to skomentował, nie masz się co kurewko drzeć, i tak Cię rozpierdolę, wykonując mocniejsze i szybsze ruchy w łechtaczce.

Ten stan podniecenia spowodował, że jeszcze mocniej zaparłam się w niego, on to natychmiast wykorzystał, puścił łechtaczkę, chwycił mnie oboma rękoma za biodra i z niesamowitą siłą i szybkością zaczął się we mnie wbijać. I nie trwało to zbyt krótko. Ja już doszłam do bardzo mocnego orgazmu, wszystkie mięśnie były naprężone jak struny, oczy zaszły mi mgłą obłędu,

z gardła wydobywał się chrapliwe jęczenie, kiedy skończył.

Puścił mnie, opadłam na łóżko kompletnie w bezruchu. Jeżeli ktoś mówi, że znalazł się

w jakiejś sytuacji „w zaświatach”, to ja właśnie w tym momencie byłam w takim stanie. Trzymając się za dolną część brzucha i głęboko oddychając przezywałam jeszcze to wewnętrzne rozedrganie. Z tego letargu wybrudził mnie Jarek podając mi szklankę z piciem. Wypiłam ją całą, po czym zebrałam się i poszłam do łazienki. Stojąc pod prysznicem wyjęłam wkładkę z pupy. Okazało się, że był to odpowiednich rozmiarów korzeń marchwi elegancko „ubrany” w prezerwatywę, na końcu zawiązaną.

Owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju, stwierdzając, że na dzisiaj to koniec, bo ja jutro musze iść do pracy. Jarek zgodził się, mówiąc, przyjdź jutro, to dokończymy. Powiedziałam, dobrze, ubrałam się i wyszłam. Dojechałam do domu, położyłam się do łóżka i długo jeszcze czułam w sobie skutki tego spotkania. Jednak dopiero we wtorek rano przekonałam się o skutkach poniedziałkowego spotkania, bo bolało mnie całe podbrzusze.

Ponieważ w środę przed południem miałam lecieć do Hamburga, więc koło południa zadzwoniłam do jarka, mówiąc mu, że z racji „konsekwencji” spotkania z nim, a jednocześnie moich planów na środę, dzisiaj do niego nie przyjdę. Stwierdził, szkoda bo masz bardzo zgrabną pupę i ładną cipkę. Mam chęć na nich trochę poćwiczyć. Więc masz się zameldować po powrocie

z urlopu. Nie wiedziałam, jak mają wyglądać te jego „ćwiczenia” na mojej pupie i cipce, ale powiedziałam, dobrze i na tym się nasza rozmowa skończyła.

To spotkanie miało miejsce 13 sierpnia. Czy uznać tę trzynastkę za szczęśliwą. Może nie za szczęśliwą, co na pewno przyjazną, bo przezyłam coś bardzo wspaniałego. Czy po urlopie spotkam się z nim, nie wiem. Z jednej strony jestem ciekawa tych jego zapowiedzi, z drugiej zaczęłam się go trochę obawiać. Zobaczę. Jak się spotkam, to może opiszę.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

 

14 sierpnia 2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

posted by Anonse towarzyskie on Jan 21

Kuzynka Hania.

Jest takie powiedzenie – lepiej późno niż wcale. Okazało się, że może ono mieć zastosowanie również do zdobywania doświadczenia w seksie, a w tym przypadku do mojej kuzynki Hani.

Kto to jest Hania? Jest żoną mojego stryjecznego brata Wojtka. Mój tata miął brata i po nim jest syn Wojtek i jego żona Hania. Brat Taty był kilka lat młodszy od niego, tym sposobem Wojtek jest o całe 10 lat młodszy ode mnie, a jego żona Hania o 13 lat, czyli ma 36.

Właśnie oni zaproponowali mi wspólny wyjazd do Jastarni na przełomie sierpnia i września. Zawsze panowała między nami dobra atmosfera, tym bardziej, że jestem matką chrzestną Michała, ale pobyt w Jastarni bardzo nas do siebie zbliżył. Byłyśmy kilka razy wspólnie na basenie, gdzie

w szatni Hania bardzo zdziwiła się, kiedy zobaczyła moją wydepilowaną cipkę. Ponieważ Wojtek jest mól książkowy bardzo dużo chodziłyśmy wieczorami na spacery, rozmawiając o bardzo różnych sprawach.

Pewnego razu, kiedy siedziałyśmy sobie w kątku w kawiarni „Weranda”, sącząc dobre wino, Hania zapytała mnie, czy ta wygolona cipka oznacza, że uprawiam seks. Wyjaśniłam, że tak

i to w bardzo różnych formach. Omówiłam moje wyjazdy do Hamburga, ale poinformowałam ją też, że nie mam stałego partnera, ale na brak zbliżeń nie narzekam. Zaproponowałam, że jeżeli chce na ten temat porozmawiać, to możemy się umówić u mnie w domu, będziemy miały większe możliwości wymiany zdań. I właściwie na tym się w tym momencie ta nasza rozmowa skończyła.

Wróciliśmy do domu, każde z nas zajęło się swoimi sprawami zawodowymi i życiowymi. Ale w czwartek, 20 września Hania zadzwoniła do mnie do pracy, pytając, co robię w piątek wieczorem. Akurat nie miałam niczego w planie, poza opisywaniem przeżyć urlopowych, więc bez problemów zgodziłam się na spotkanie. Hania przyszła ok. 19-tej, informując, że Wojtek wyjechał na konferencje, wróci w sobotę, dzieci nie wymagają już opieki, więc ma czas na swobodne spotkanie.

Zasiadłyśmy w salonie przy ławie, przygotowałam lekka kolację, w kominku trzeszczały drewna, nalałam po drinku i zrobił się bardzo sympatyczny nastrój. Hania na początku zrelacjonowała wyjazd swoich dzieci za granicę, następnie zaczęła jakby wspominać wyjazd do Jastarni, ale czułam, że to nie o to chodzi. Ponieważ wysączyłyśmy już zawartość szklaneczek, ponownie je napełniłam, po czym patrząc Hani prosto w oczy stwierdziłam, że coś ją gryzie, więc niech mówi prosto z mostu, a nie owija w bawełnę. Hania popłakała się mówiąc, że jej się bardzo chce seksu, że w minionym tygodniu miała „dobre dni”, ale w żadnym z nich nie doszło do zbliżenia między nią a Wojtkiem.

Zapytałam, co znaczy, że jej się chce seksu. Wyjaśniła mi, że już dawno stwierdziła różnice w temperamencie między nią a Wojtkiem, że wówczas, kiedy ona ma te „dobre dni” nie zawsze dochodziło między nimi do większej liczby zbliżeń, niż jedno, czasami dwa. A ona miała chęć na więcej, że wcale nie rzadko myśli o „skoku w bok”.

Jak to usłyszałam, prawie skoczyłam do góry. Spytałam, co znaczy „dobre dni”, to znaczy, że Ty nie masz żadnego innego zabezpieczenia ? Kiwnęła głową, że tak. Więc wypijając prawie jednym haustem zawartość swojej szklanki, popatrzyłam jeszcze raz na nią i stwierdziłam – czy Ty się będziesz na mnie gniewała, czy nie, ale Ci mówię, że Wojtkowi się nie dziwię.

Wojtek jest przystojnym, wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną, bez brzucha, w miarę zadbany, a Ty co. Zaniedbana kura domowa. Przecież przyglądałam Ci się w Jastarni. Zaniedbana figura, włosy jak u Cioci Kloci, zdecydowanie za dużo kilogramów, wystający pofałdowany brzuch. Ani przyzwoitej, seksownej bielizny, ani jakiejś atrakcyjnej koszulki nocnej, tylko flanelowy barchan, ani żadnych kosmetyków. Niby wykształcona kobieta, a babul.

Stwierdziłam - chcesz, to Ci pomogę, ale musisz się wziąć za siebie. Uśmiechnęła się, mówiąc, że na pewno weźmie się za siebie. Nie wiem, co spowodowało moją reakcję, być może ilość wypitego alkoholu, ale stwierdziłam, jak Ci chłop nie starcza, to trzeba się inaczej ratować, rozbieraj się. Spojrzała na mnie, a ja patrząc na nią powtórzyłam, no na co czekasz, rozbieraj się.

Zdjęła bluzkę, patrzy na mnie, a ja pokazuje ręką, dalej, zdjęła spodnie, ja to samo. Została w staniku, majtkach i skarpetkach. Ja pokazuję, że dalej, więc już nie zastanawiając się zdjęła resztę. Stanęła, podeszłam do niej i ściskając fałd tłuszczu na brzuchu zapytałam – co to jest ?

Chwytając kłębiące się włosy łonowe zadałam to samo pytanie. Pokazałam ręką, mówiąc jednocześnie – chodź i poszłyśmy do mojej sypialni. Tam kazałam jej położyć się na łóżku, sama weszłam do łazienki, wziąłem ręcznik, nożyczki, po czym podłożyłam jej ręcznik pod biodra

i klękając obok ostrzygłam ją. Nie za krótko, aby ją pozostałe włosy nie kłuły, ale dosyć mocno. Kiedy skończyłam, pokazałam, że ma unieść biodra, wysunęłam ręcznik, polecając jej, aby poszła się umyć?

Ten ręcznik wrzuciłam do brudów, a kiedy Hanka się już umyła, podałam jej czysty, polecając, aby poszła i położyła na łóżku. Sama otworzyłam szafkę, gdzie mam swoje „zabawki”

i przez dłuższą chwile zastanawiałam się, co mam dla niej wybrać.

Zawsze, jak jeżdżę za granicę, to odwiedzam „odpowiednie sklepy” i albo coś kupuję od razu, albo biorę sobie ich katalogi i zamawiam po powrocie do domu. Tym sposobem zgromadziłam już „kolekcję” ponad 60 zabawek. W ostateczności wybrałam nieco większy wibrator nazywany przeze mnie „Mikołajem” bo sprawiłam go sobie na któreś Mikołajki. Jest to bardzo realistyczny penis, miękki i delikatny, w kolorze skóry z delikatnym zarysem żyłek. Miał on 19cm długości i 4cm średnicy. Owinęłam go w mały ręczniczek i podeszłam do łóżka. Delikatnie pogłaskałam Hankę od góry do dołu, kiedy byłam na wysokości wzgórka łonowego, poleciłam jej, aby rozsunęła nogi, lekko uginając je w kolanach. Wówczas przesunęłam się między jej nogi, rozchyliłam ręką płatki jej cipki i sięgnęłam po przygotowanego pomocnika. Hanka uniosła głowę, ale wręcz krzyknęłam na nią – leż, po czym wolniutko zaczęłam wsuwać jej tego penisa.

W pierwszej chwili jęknęła, ale za moment już się rozluźniła, więc wsunęłam jej jeszcze dalej i włączyłam wibrator. Znowu próbowała się unieść, ale tylko spojrzałam, poleciłam, wyrzuć ręce za głowę, włączyłam mu mocniejsze wibrowanie i zaczęłam go wbijać jej do końca. Długo nie wytrzymała, zaczęła jęczeć, coraz głośniej i głośniej, aż w pewnym momencie zaczęła unosić i opuszczać biodra, ja systematycznie jej wsuwałam i wysuwałam, aż prawie krzycząc doszła do orgazmu.

Wówczas wysunęłam go z niej, wstałam i poszłam naszykować drinka. Kiedy wróciłam, siedziała, mocno rękoma ściskając kolana. Podałam jej szklankę, pytając, jak było. Uśmiechnęła się tylko, mówiąc, że dobrze. Spojrzała, pytając, skąd ja to mam, żartując, stwierdziłam, że z „wykopalisk” i dopiłam szklankę. Wstałam i poszłam do łazienki naszykować następny „zestaw” Kiedy już miałam gotowy, poprosiłam ją, aby do mnie przyszła. Widząc, że też dopiła poprosiłam ja, aby wstała i poszła za mną.

Poszłyśmy do łazienki, poprosiłam ja, aby zajęła miejsce na podłodze i wypięła pupę. Kiedy to zrobiła, wpompowałam w nią całą gruszkę wody, po czym poprosiłam, aby się położyła i chwilę leżała a następnie wypróżniła się. Tak przemyłam ja trzy razy, a kiedy już była umyta, poprosiłam, aby, stojąc, pochyliła się. Wówczas wsunęłam jej w pupę fragment penisa analnego z klasyczną główką i stopką w formie fragmentu jąder. Nie był on zbyt duży, 14 x 4 cm, po czym poleciłam jej wyprostować się i od przodu wsunęłam jej silikonowego penisa – wibratora. Również nie był on zbyt duży, 14 x 4 cm zakończony płaską stopką. Wibrator uruchamia się przez przycisk w stopce. Dlatego w tym momencie podstawiłam jej stołek, nakryłam ręcznikiem i poleciłam, aby usiadła. Wówczas Hanka stwierdziła, że jeszcze nigdy czegoś takiego w pupie nie miała, na co ja odpowiedziałam, że zawsze coś jest po raz pierwszy.

Opierając się rękoma o krawędź stołka, systematycznie opuszczała się, aż w pewnym momencie prawie nie wyskoczyła do góry. Przewidziałam to, więc stojąc przed nią przytrzymałam za ramiona, aby ponownie usiadła. Po prostu całkowicie usiadła na stołku i włączył się wibrator. Ponownie opuściła się mocno rozszerzając nogi i lekko pochylając się do przodu,

a jednocześnie coraz mocniej pojękując. Aż przyszedł moment, kiedy wibrująca w niej pałeczka zrobiła swoje i zaczęła głośno jęczeć osiągając orgazm.

Pozwoliłam jej wstać, aby poszła się umyć. Ale kiedy ona się myła, wpadłam na pomysł urządzenia jej „chrztu bojowego” pupy. Kiedy przyszła, dostała następna szklankę drinka, trochę mocniejszą, aby się jeszcze bardziej rozluźniła. Spytałam, jak tam, popatrzyła śmiejącymi się oczami, mówiąc dobrze i fajnie. Była już chyba trochę rozluźniona przez drinki, bo stwierdziła,

że słyszała o takich „urządzeniach” ale nie wiedziała, skąd je wziąć i jak się za to zabrać.

Widząc, że „puszcza farbę” zapytałam ją, co robiła, jak jej się chciało seksu, a nie miała zbliżenia z Wojtkiem. Stwierdziła, że nic, tylko bardzo często miała „głupie” sny, np. że ją napadło trzech mężczyzn i brutalnie zgwałciło, albo że ją jakiś mężczyzna najpierw pobił, a następnie zgwałcił. Jak sama stwierdziła, takich bardzo dziwnych snów miała bardzo dużo i wręcz czasami zastanawiała się, czy to jest w ogóle możliwe.

W tym momencie pomyślałam sobie, o Ty naiwna, nie takie rzeczy są możliwe. Ale nie dałam po sobie znać, że coś na ten temat wiem, natomiast przystąpiłam do dalszej realizacji swojego planu.

Powiedziałam jej, że ponieważ nie ma jeszcze doświadczenia z pupą, to powinna go nabrać, dlatego teraz ponownie się zabawimy. Poprosiłam ja, aby poszła ze mną do łazienki, tam wyjęłam

z szafki chustkę, aby zawiązać jej oczy. Przecież się może przestraszyć, jak zobaczy, co jej szykuję. Kiedy już sprawdziłam, że nic nie widzi, posadziłam ją na stołku, po czym poszłam do szafki

i wyjęłam z niej wkładkę analną nazywaną przeze mnie Gęsią Szyją, bo ma ładną penisową główkę i jest lekko pochylona do przodu.

Ma długości 18 cm, ale główka ma średnicy 4,5cm a przy nasadzie 7,5cm. Mocno ją nakrzemowałam, poprosiłam Hanie aby się lekko uniosła i rozsunęła pośladki. Wsunęłam jej ta główkę pod dziurkę, mówiąc, siadaj. Oparła się, poczuła opór, chciała się unieść, ale stojąc za nią naparłam na jej ramiona, zdecydowanym głosem mówiąc – siadaj. Usiadła, główka się schowała

i zaczęła pochłaniać dalszą jej część. Doszła do połowy, mówiąc, że już ja bardzo mocno rozpiera. W tym momencie odwiązałam jej oczy i patrząc na nią stwierdziłam, że wiem, ale ma się jeszcze opuszczać. Oparłam się mocno na jej ramionach i gniotąc ją z góry mówiłam – no wpuszczaj tę główkę w siebie.

Kiedy następnym razem jęknęła, że już czuję go bardzo głęboko i chyba już dalej nie wejdzie, ja przełożyłam ręce przez jej ramiona, dotknęłam piersi, złapałam za brodawki i mocno ścisnęła.

To oczywiście boli, więc Hanka puściła krawędzie stołka, na którym się opierała, aby złapać moje ręce. W tym momencie wbiła się do końca i miała tę Gęsia Szyję w sobie. Popatrzyła na mnie, a ja stwierdziłam, jak widzisz, zmieściła się. Obeszłam ją w koło, pogładziłam już delikatnie po piersiach i zaczęłam spuszczać swoją rękę poniżej wzgórka łonowego, wyczułam jej szparkę, „koralika” łechtaczki i zaczęłam go drażnić. Hanka w tym momencie chyba zapomniała o pupie, bo zaczęła jęczeć w narastającym podnieceniu powodowanym pieszczotami łechtaczki. Te pieszczoty narastały, aż doprowadziłam ją do orgazmu. Kiedy już cała trzepotała się w pełnym orgazmie, puściłam ja mówiąc, idź się oswobodź i umyj.

Po powrocie dałam jej następną szklankę drinka, a ona do mnie, że to było fajne, a tą Gęsią Szyję poczuła naprawdę głęboko o było to dla niej pierwsze takie przeżycie. Wówczas znowu, jak to ja, czasami coś szybciej powiem, niż pomyślę, stwierdziłam, że jak chce, to może zarówno w pupie, jak i w cipce wcale nie mniejsze naturalne „wkładki”.

Powiedziałam jej, masz 36 lat, tyle samo, ile ja miałam, kiedy zaczynałam swobodny seks. Rozumiem Twój temperament i mogę Ci pomóc, ale to Ty musisz podjąć decyzję. Jest przecież problem Wojtka. Hania patrząc na mnie stwierdziła, on wiecznie siedzi w książkach, teraz często wyjeżdża na różne konferencje, dam sobie radę. Rzeczywiście, Wojtek jest pracownikiem naukowym na jednej z uczelni i to chyba niezłym. Dlatego bardzo często jest zapraszany na różne konferencje w kraju, ale miał już wcale nie mało wyjazdów zagranicznych.

Stwierdziłam, jak jest taka Twoja decyzja, to dobrze, ale – tutaj masz adres do mojej koleżanki, która jest lekarzem – ginekologiem, umów się, ona Cię zbada, przedyskutuje z tobą kwestię środków ochronnych. Druga kwestia, masz w domu trochę zacząć zwracać uwagę na dietę. Trzecia kwestia, to ruch. Od przyszłego tygodnia, we wtorki i czwartki jeździsz ze mną na basen. Kończąc spytałam – zgoda, odpowiedziała, zgoda.

Tak rozmawiając z nią znowu mi wpadł do głowy pomysł i nawet nie przypuszczałam, że tak łatwo go zrealizuję. Powiedziałam jej, to dobrze, mamy wszystko uzgodnione, teraz masz ode mnie „deser”. Kiwnęłam głową – chodź. Poszłyśmy do łazienki, tam jej ponownie zawiązałam oczy, wyjęłam z szafki kajdanki, złączyłam jej ręce, kazałam uklęknąć, po czym drugą para kajdanek przypięłam jej ręce podłogi. Nawet nie pamiętam, skąd tam się wziął ten haczyk. Sprawdziłam, żeby szeroko rozsunęła nogi, po czym wzięłam z szafki skórzany pejcz, z bardzo miękkiej skóry. Ma on długość 70cm, rękojeść w kształcie penisa o długości 18cm i średnicy 4cm. Duża miękkość poszczególnych rzemieni zapewnia odpowiednie doleganie do ciała. pejcza Specjalnie nie zastanawiając się zbyt długo, zamachnęłam się i uderzyłam ja prosto w rowek. Krzyknęła i wyprostowała nogi. W tym momencie dosyć zdecydowanym głosem powiedziałam, nogi do góry, to jest kara za to, że jesteś taka zaniedbana i utuczona. Nie zdążyłam dokończyć tego zdania, kiedy Hanka podciągnęła nogi i dostała następnego bata w środek pupy po dwa następne wylądowały na pośladkach i ponownie dwa równo w rowek.

Odłożyłam pejcza, wypięłam ją z kajdanek, po czym odsłaniając jej oczy powiedziałam,

że będzie dostawała takie lanie, jak nie weźmiesz się za siebie. Myślę, że na dzisiaj masz dość. Skinęła głową, że tak, szeroko rozstawiając nogi przeszła do salonu, tam się ubrała, ja w tym czasie nalałam po drinku i podając jej, stuknęłyśmy się, no to za to nasze pierwsze spotkanie, myślę, że nie ostatnie. Hanka uśmiechnęła się, mówiąc – na pewno nie.

Zadzwoniłam po taksówkę, wsiadła i pojechała do domu, natomiast mnie zaczęło nosić. Wypiłyśmy prawie butelkę wódki, więc byłam mocno rozluźniona i te zabiegi wobec Hanki spowodowały, że moja cipka też dopominała się zaspokojenia. Ale nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Nagle olśnienie. Będąc ostatnio w Hamburgu wypatrzyłam sobie duży, czarny wibrator

– Duży Dong. Pod moja nieobecność przyszła paczka z tym wibratorem i jeszcze kilkoma innymi zamówionymi „zabawkami”.

Szybko rozpakowałam paczkę, wyjęłam ten wibrator i zrobiło mi się trochę słabo. Na półce sklepowej nie wyglądał tak groźnie, jak teraz. Był to żelowy wibrator o rozmiarach 23cm długości

i 4,5 cm średnicy, szczęśliwie równy do końca. Wyszłam jednak z założenie, że jeżeli kupiłam, to powinnam spróbować. Rozebrałam się w sypialni, poszłam do łazienki, mocno go nakremowałam, po czym ponownie wróciłam do sypialni, ustawiłam go na stołku przed toaletką, mam wówczas takie miejsce, że widzę się z przodu i z tyłu.

Uniosłam się bardzo wysoko na palcach i wciskając go pod siebie ledwo wprowadziłam główkę do cipki. Ale w tej pozycji zbyt długo nie ustałam, po chwili zdrętwiały palce u nóg

i zaczęłam opuszczać się na stopy. To spowodowało moje wbijanie się na niego. Miałam wrażenie, że za chwilę mnie rozerwie, tak się rozpierał na boki. W końcu stanęłam na nogach, mając w sobie może połowę jego długości.

Wówczas zaczęłam uginać nogi i systematycznie pochłaniać go w sobie. Patrząc z zewnątrz miałam wrażenie, ze zostało jeszcze ze 3cm, jak zaczął stawiać mocny opór. Wówczas wstałam, podtrzymując go w sobie przykucnęłam, po czym podpierając się rękoma wysunęłam całkowicie nogi do przodu. Po pewnym czasie, na skutek zmęczenia, ręce zaczęły coraz bardziej drżeć,

aż w końcu omdlały, a ja ciężarem swojego ciała wbiłam się na niego do końca.

Chwilę odpoczęłam, po czym ponownie uniosłam się na rękach i jeszcze raz mocno opuściłam się, wbijając się na niego jeszcze bardziej. Ten wibrator miał wmontowany w stopkę przycisk uruchamiający wibrację po odpowiednim przyciśnięciu. Widocznie tym razem odpowiednio mocno się wbiłam, bo zaczął działać.

Chwyciłam się rękoma za brzuch, bo myślałam, że ze mnie wyskoczy. Wyraźnie było czuć, jak przechodzą mnie „mrówki” od dołu do góry, powodując mocne drżenie czubka. Czubek był oparty na wejściu do szyjki macicznej i każdy taki impuls powodował coraz mocniejsze moje podniecenie. Aż podnieciłam się całkowicie przyszły mocne skurcze brzucha, a z cipki wypłynęła struga moich soków.

Posprzątałam i poszłam spać. Tak zakończyło się to moje dziwne spotkanie z kuzynką Hanką. Nie bardzo wiem, jak będą wyglądały następne, ale myślę, że jak będą, to je opiszę.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

21 września 2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

posted by Anonse towarzyskie on Jan 19

zd64.jpg

Powiedzonka.

 

Są takie powiedzonka – „Podwójnie lepiej trzyma” , „Do trzech razy sztuka” i „Kto rano wstaje, …”. Mają one zastosowanie w różnych sytuacjach. Tym razem znalazły w moim zdarzeniu.

Mam siedzący tryb pracy. Inne zajęcia, to też „nasiadówki”. Dlatego systematycznie chodzę

w tygodniu na ćwiczenia rekreacyjne. Natomiast w sobotę, jeśli są ku temu warunki, wybieram się na przejażdżkę rowerową. Dzisiejszej soboty obudziłam się, jak zwykle, po szóstej, spojrzałam za okno, a tam za oknem prawie zima, 3 stopnie powyżej zera. Stwierdziłam, że w taką zimę to ja chyba nie bardzo mam chęć na rower, tym bardziej, że miałam jeszcze w głowie trochę „zmęczenie” po wczorajszej zabawie z Hanką, więc ponownie położyłam się do łóżka i o dziwo usnęłam. Obudziłam się była dziewiąta. Pogoda za oknem nie poprawiła się postanowiłam pójść na basen.

Było kilka minut po dziesiątej, kiedy weszłam do ośrodka, przywitała mnie znana mi kasjerka Bożena oraz nasza sympatyczna Pani Wiesława, sprzątaczka pilnująca porządku na tej mokrej części urządzeń. Zapytałam, czy duży tłok i kto jest na basenie. Usłyszałam, że tłoku

w ogóle nie ma, na basenie jest Krzysztof i Włodek, a w basenie cztery osoby.

Krzysztofa już znałam, był studentem AWF-u, prowadził zajęcia na siłowni lub miął dyżury jako ratownik. Tego drugiego nie znałam. Przebrałam się w kostium i weszłam na basen. Krzysztof zobaczył mnie i śmiejąc się głośno podszedł przywitać się. Dając mu sympatycznego buziaka stwierdziłam – tego „masażu” z maja to Ci nie zapomnę. A on na to – nie musisz zapominać, ale możemy dla utrwalenia go powtórzyć.

Uśmiechnęłam się tylko i podeszłam do basenu a w nim na środkowym torze ktoś „młócił” wodę delfinem. Stałam w narożniku basenu przy drabince, chwilę mu się przyglądając. On dopłynął do brzegu, przy którym stałam, wynurzył głowę i jak to się mówi, zawiesił przez dłuższą chwilę na mnie oko, po czym wziął nawrót i zaczął szybko płynąć kraulem. Widać było, że umie to robić.

Ja spokojnie weszłam do wody i zaczęłam „katować” tę swoją żabę. Przepłynęłam pierwszą długość basenu, wzięłam nawrót i dalej. Tak przepłynęłam spokojnie chyba ze sześć długości,

w tym czasie sąsiad na środkowym torze wyminął mnie chyba ze trzy razy i oboje spotkaliśmy się przy płytszej krawędzi basenu. Przez chwilę mnie obserwował, ale odbił się i popłynął. Ja też po chwili zaczęłam płynąć swoim tempem.

Kiedy ponownie dopłynęłam do brzegu stał na nim Krzysztof, mówiąc mi, że w ich pokoiku czeka na mnie filiżanka dobrej kawy. Uśmiechnęłam się tylko, bo wiedziałam, o co mu chodzi

i stwierdziłam, niech chwile ostygnie. Przepłynęłam ponownie dwie długości basenu, pomyślałam sobie, przecież już ponad dwa tygodnie „poszczę”, więc czemu nie skorzystać z okazji i widząc,

że stoi na jego brzegu podpłynęłam do narożnika, wychodząc wzięłam ręcznik i zaczęłam iść

w kierunku jego pokoju. Kątem oka spojrzałam, że „pływak” też dopłynął i mocno mi się przygląda.

Kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi pokoju służbowego ratowników Krzysztof objął mnie ramieniem, pochylił i mocno przywarł do moich ust. Biorąc krótkie oddechy pomiędzy poszczególnymi pocałunkami zsunął ze mnie kostium, po czym rozciągnął na podłodze mój duży, kąpielowy ręcznik, sugerując, abym zajęła pozycję od tyłu. Lubię ją, więc nie było problemu, po chwili wypięłam pupę, mocno rozsunęłam nogi, a on tylko na to czekał.

Wszedł we mnie bez problemów, poczułam go w sobie bardzo mocno, wykonał kilka ruchów, a ja już płynęłam, jeszcze kilka, a ja już jęczę w dużym podnieceniu. Aż przyszedł moment spełnienia i poczułam, jak mnie wypełnia. Po chwili uniosłam się i spytałam, gdzie ta kawa. Rzeczywiście, stała na biurku, wypiłam zawartość całej filiżanki jednym duszkiem, włożyłam kostium i wyszłam na basen.

Zaczęłam spokojnie pływać, o dziwo, „znajomy pływak” też jeszcze pływał, płynęliśmy w jednym kierunku, popatrzył na mnie, ja na niego, uśmiechnęłam się, on też i popłynął dalej. Po przepłynięciu następnych sześciu długości basenu ponownie zobaczyłam Krzysztofa na brzegu. Kiedy podpłynęłam, poinformował mnie, że jego kolega Włodek również miałby chęć wypić ze mną kawę. Uśmiechnęłam się, odbiłam od brzegu i zaczęłam płynąć.

No i tutaj ma zastosowanie pierwsze moje powiedzonko. Pomyślałam sobie, że „podwójnie lepiej trzyma”, więc po nawrocie podpłynęłam do narożnika basenu i biorąc z ławki ręcznik zaczęłam iść w kierunku pokoju ratowników. Włodek był zdecydowanie niższy, niż Krzysztof, objął mnie w pół i zaczął mocno całować. Po chwili poluzowując swój żelazny uścisk zaczął zsuwać ze mnie ramiączka od kostiumu. Kiedy zaczął opadać, dłużej nie czekałam, pomagając sobie ręką odłożyłam go na bok i rozłożyłam na podłodze ręcznik, zajmując na nim pozycję od tyłu.

Włodek błyskawicznie zsunął szorty i ujrzałam stojącą na baczność jego pałkę. Ponieważ ujął ja w dłoń nie miałam możliwości oceny jej wielkości. Przekonałam się za chwilę, że nie jest to standardowe prącie. Pomimo, że byłam już trochę podniecona, poczułam, jak mocno we mnie się wdziera, jak mnie wypełnia. Chwycił mocno za biodra i wbił się do końca. Ja już jęknęłam, czując go mocno w sobie. Widać było, że jest doświadczonym „graczem” bo wysuwał się wolno, po czym mocno wbijał się we nie.

Takie systematyczne wolne wysuwanie i szybkie wbijanie doprowadziło mnie do dużego poziomu podniecenia. Każde jego pchnięcie kwitowałam coraz głośniejszym pojękiwaniem,

a moment szczytowania, poprzedzony mocnymi skurczami brzucha, już dosyć głośnym jękiem. Wysunął się, a już na nic nie czekają, błyskawicznie założyłam kostium i pobiegłam do basenu.

W momencie, kiedy chciałam do niego wejść, właśnie zaczął z niego wychodzić znajomy mi „pływak”. Staliśmy na przeciwko siebie i przez dłuższą chwilę przyglądaliśmy się sobie.

Był to średniego wzrostu mężczyzna, no o dobrą głowę wyższy ode mnie, pięknie zbudowany. Na takie ręce i nogi mówił się „żylaste”, bo twarde, widać było, że nie ma tam ani grama tłuszczu. Klatka piersiowa lekko owłosiona, twarz lekko podłużna z wyraźnie zarysowaną linią brwi. W pewnym momencie uśmiechnął się, odsunął, a ja wsunęłam się do basenu.

Przez chwilę wisiałam na korytku przy brzegu, odpoczywając po zbliżeniu z Włodkiem, patrząc jednocześnie, jak „pływak” znika w drzwiach szatni. Puściłam się i zaczęłam pływać. Chyba zrobiłam dwie długości basenu, płynę w kierunku brzegu, patrzę, a na nim stoi Krzysztof

i mój znajomy pływak. Kiedy dopłynęłam, Krzysztof zapytał mnie, czy bym nie wypiła „trzeciej kawy” i jego znajomym z Niemiec.

Spojrzałam się, na pewno robiąc duże oczy, uśmiechnęłam, po czym mówiąc – zastanowię się i odpłynęłam. Przepłynęłam tam i z powrotem, a płynąc przyszła mi na myśl drugie moje cytowane powiedzonko, przecież „Do trzech razy sztuka”. Kiedy dopłynęłam, powiedziałam do Krzysztofa, że zgoda, ale jeszcze chwilę popływam. Przepłynęłam jedną długość basenu, wracam, patrzę, a oni stoją i trzymają w ręku kubek z kawą.

Już nie miałam wyjścia, podpłynęłam do narożnika, podeszłam do nich, on się przedstawił

– Wilhelm, zdziwił się, kiedy odpowiedziałam mu po niemiecku, jednocześnie chwaląc jego pływanie. Tak weszliśmy do pokoju ratowników, kiedy ja się rozbierałam, on mi powiedział, że jest z Berlina, tutaj przyjechał w interesach, że będzie za trzy tygodnie i chętnie by mnie zaprosił na kolację.

Kiedy on to mówił, ja rozłożyłam ręcznik, zajęłam pozycję na kolanach i wypięłam pupę. Katem oka zerknęłam na niego, kiedy zsuwał szlafrok i podejrzewam, że w jednej chwili oczy zrobiły mi się jak talerze. Kiedy za mną klękał ujrzałam sterczącą gruba pałę. I wcale się nie pomyliłam. Moment, kiedy się we mnie wdzierał, już skwitowałam głośnym jękiem, a każde następne jego pchnięcie tylko ten jęk potęgowały.

I tu nastąpiło coś, czego nie przewidziałam. Kilka jego bardzo mocnych pchnięć spowodowało, że ja już dostałam orgazm, już mi po podbrzuszu latają mrówki, a on nic, tylko się wbija. Kiedy zaczęłam już prawie krzyczeć on zaczął mnie pytać – przyjdziesz czy nie przyjdziesz. Od tego momentu każdemu jego pchnięciu towarzyszyło to samo pytanie. Powtórzył je jeszcze kilka razy, aż wreszcie, kiedy już ze mnie ciekły prawie ciurkiem soki, a brzuch bolał w potwornym skurczu orgazmu krzyknęłam, że tak.

Wykonał jeszcze kilka ruchów i poczułam, jak mnie wypełnia. Miałam wrażenie, że jest tego bardzo dużo. Kiedy się tylko wysunął, podniosłam się, owinęłam w ręcznik, wzięłam z krzesełka kostium i wyskoczyłam z pokoju. Już nie wchodziłam do basenu, szłam prosto do szatni, ale szlam, słaniając się na nogach, bo cały brzuch jeszcze falował po jego zbliżeniu. Podatkowym wrażeniem była spływająca mi po nogach „jego śmietanka”.

Usiadłam na ławce, cała trzęsąca się. Ale nie z zimna. Trzęsło mną to wewnętrzne przeżycie, którego doznałam po tym zbliżeniu. Czułam, jak wyciekają ze mnie jego soki, ale miałam wrażenie, że rozlewają się po całym moim ciele. Dłuższą chwile to trwało, za nim zdołałam wejść pod prysznic. Umyta i ubrana wychodzę z ośrodka i dopiero w tym momencie ujrzałam stojące na parkingu BMW X3. Nie miałam przez moment wątpliwości, czyje jest tw „fura”. Ale pomyśłałąm, właściwie po co byłaby mi potrzebna taka „fura”, popatrzyłam i stwierdziłam, że moja Renóweczka, jak na moje potrzeby jest w zupełności wystarczająca.

Wróciłam do domu, zjadłam śniadanie i siedząc przy kawie przyszło mi na myśł trzecie powiedzenie – „Kto rano wstaje ten ma to, co mu podaruje los”. Mnie podarował bardzo miłe przedpołudnie.

Kończę ten opis standardowym stwierdzeniem. Opowiadanie to jest relacją moich osobistych doznań i przeżyć. Jakakolwiek zbieżność faktów lub sytuacji jest absolutnie przypadkowa i niezamierzona.

 

Niedziela, 22 września 2007r


Parse error: syntax error, unexpected '<' in /home/kroliczek/sexfotka.info/erotyczne.sexfotka.info/wp-content/themes/white-fur-10/footer.php on line 6